Zawsze mogę wybrać spokój

O wściekłych ludziach, spotykanych na każdym kroku, napiszę kiedy indziej. Dziś chcę napisać o właściwych wyborach, przywołując niedawne zdarzenie. Miałam prowadzić warsztat w korporacji we Wrocławiu. Wiedząc, że najważniejszą rzeczą, którą …

spokój

…oferuję klientom, jest moja energia, pożegnałam rodzinę w niedzielę i poleciałam samolotem do WRO.  Chciałam być w poniedziałkowy poranek wypoczęta i w dobrej kondycji. Wstałam, zjadłam śniadanie, zamówiłam w hotelu taksówkę, upewniwszy się uprzednio, że dojazd z centrum do siedziby klienta zajmie około 30 minut. O podanej przez hotelową recepcję godzinie 8.20 czekałam przed hotelem. Taksówki nie było. Moje dialogi z recepcją niewiele zmieniły. 10 minut po czasie taksówka nadal do mnie jechała. Miałam świadomość, że szanse na punktualne dotarcie gwałtownie maleją. Stanęłam przed wyborem:

  1. wpaść we wściekłość, że moje zabiegi, aby tego wszystkiego uniknąć, poświęcenie rodzinnej niedzieli etc. wzięły w łeb, denerwować się na nieporadną i nieprofesjonalną recepcję, grozić skargami sieci hotelarskiej i taksówkowej (mam w końcu temperament Włoszki i potrafię go użyć, kiedy trzeba)
  2. wybrać spokój.

Taksówkarz przyjechał z 15 minutowym opóźnieniem, które nie wpłynęło na jego samopoczucie. Bez żadnego dzień dobry lub przepraszam, mimo kilku nerwowych telefonów z centrali, do której w międzyczasie dzwoniła hotelowa recepcja, wrzucił moją walizkę do bagażnika, zasiadł za kółkiem i spytał leniwie, dokąd ma mnie zawieźć. Mogłam w tej sytuacji:

  1. dać wyraz swojemu oburzeniu, zrobić awanturę i pokazać, że jego spóźnienie jest mi nieobojętne
  2. wybrać spokój.

Wybrałam spokój

Uznałam, że nie ma najmniejszego powodu, żebym popsuła sobie dobrą energię brakiem cudzego profesjonalizmu i niefrasobliwością. Podałam adres, oddalony wg recepcji o 30 minut jazdy oraz poinformowałam spokojnym tonem, że jeśli nie dojedziemy na miejsce do 8.50 (była 8.35) nie zapłacę za ten kurs.

Cudze wybory nie są moje

I tu się zaczęła jazda bez trzymanki, symbolicznie i dosłownie. Kierowca najpierw osłupiał, a następnie zaczął pokrzykiwać, że nie mam prawa tak zrobić. Spokojnie poinformowałam, że zamawiając taksówkę na określona godzinę zawarłam deal z jego korporacją – on go złamał, spóźniając się 15 minut – ja dotrzymałam, czekając na niego. Muszę być profesjonalna względem własnych klientów, zatem informuję ponownie, że jeśli o 8.50 nie będziemy pod wskazanym adresem, nie zapłacę za kurs. Kierowca bulgotał z oburzenia. Podjął jeszcze jedną próbę i wypalił: A co, jeśli ja w ogóle Pani nigdzie nie zawiozę? Odpowiedziałam, że wówczas pojadę inną taksówką, a jego korporację podam do sądu o odszkodowanie uwzględniające koszty samolotu i noclegu, które miały mi zagwarantować stawienie się na czas w dobrej kondycji u mojego klienta. Moc mojego spokoju, bardziej niż jakość argumentów, przyniosła skutek – ruszył z wizgiem opon, wyrzekając i pokrzykując. Poprosiłam, aby nie mówił do mnie wcale, a do siebie wyłącznie w głowie, bo to mnie rozprasza. Zamilkł, choć wściekłość mu buchała uszami. Byłam spokojna jak toń jeziora. Skupiłam się na czytaniu książki, którą miałam przy sobie. Na miejscu byliśmy o 8.45, czyli przed czasem. Z uśmiechem zapłaciłam za przejazd. Kierowca jak smagnięty biczem ruszył do drzwi bynajmniej nie po to, żeby je przede mną otworzyć, ale by je uchronić przed moim trzaśnięciem. Zdumiona odparłam, że jestem zadowolona, iż jesteśmy przed czasem, i nie zamierzam niszczyć jego własności, trzaskając drzwiami. Uznałam, że informacja o tym, iż nie zamierzam korzystać więcej z oferty jego korporacji, go nie zmartwi, więc ją pominęłam. W znakomitym nastroju rozpoczęłam warsztat od opowieści o mojej przygodzie jako przykładzie zarządzania energią, w którym osiągnęłam, jak pokazuje powyższa opowieść, już niezłą biegłość.

Czyja ta hałaśliwa małpa do zaopiekowania?

Możesz zawsze dać się wkręcić w cudze emocje, przyjąć cudzą „małpę”, nieść na swoich ramionach i ją karmić własną energią i zdrowiem. Grzecznie wziąć odpowiedzialność za cudze grzechy i niedociągnięcia. Dać sobie zepsuć humor przez toksycznych lub nieprofesjonalnych ludzi w Twoim otoczeniu, ulec manipulacji, dać się złapać w sieć złych emocji.

Możesz też zawsze grzecznie, asertywnie odmówić przyjęcia „małpy” i wybrać spokój.

Nie zamierzam ponosić kosztów  braku profesjonalizmu taksówkarza, ani kogokolwiek innego, płacąc bezcenną walutą mojej osobistej energii. Jego spóźnienie – to jego, a nie mój problem, chyba że zdecyduję, aby stał się moim problemem. Zawsze jednak mogę wybrać spokój.

A co by było, gdyby…?

Możesz powiedzieć No, tak, ale gdybyś się wtedy spóźniła? Ale się nie spóźniłam. A poza tym, co najgorszego by się stało, gdybym się spóźniła? Klientów mam cudnych i wyrozumiałych, choć tym bardziej zasługujących na mój profesjonalizm i punktualność.

Przyglądam się uważnie sobie i ludziom. Doświadczenie uczy, że jakość mojego lub Twojego życia to efekt małych, codziennych wyborów. Także tych, kiedy wybrać spokój i dobrą energię, a kiedy poddać się cudzym, niesłużącym nam emocjom, które wywołują w nas kosztowne, negatywne napięcia.

Zawsze mogę wybrać spokój to cytat z książki Wayne’a W. Dyera, „Tak miało być. Historia Wayne’a Dyera, który zrozumiał, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny”. Jeszcze jej nie czytałam, ale znaleziony cytat mnie zainspirował i pewnie po nią wkrótce sięgnę.

A Ty?

Kiedy dajesz się „wkręcać” w sytuacje, w których płacisz własną energią za przewinienia innych, którzy na tak hojną zapłatę zdecydowanie nie zasługują? Ciekawa jestem Twoich komentarzy.

 

 

Udostępnij:
Share on Facebook144Share on LinkedIn169Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Ula

    Kiedyś non stop dawałam sie tak wkręcać – nerwus jestem, gadatliwy, gestykulujący, łatwo się sam nakręcający. Od jakiegoś czasu stopuje. Pytam się sama siebie czy mam wpływ, bo jak nie – to przecież szkoda czasu i energii na negatywne emocje. Nie zawsze wychodzi, jest trudno – ale mam świadomość (a to jużchyba dużo, prawda?)