Raport z tygodnia życia

Dobry wieczór.

Nie wiem jak u Ciebie, ale za mną bardzo pracowity tydzień. Mam 3 ważne przemyślenie, dokonałam 5 ważnych odkryć. Wylałam ze dwie szklanki łez (na szczęście nad samą sobą:), zrobiłam przegląd samochodu, dwa razy porządnie się wkurzyłam, wymieniłam wiele uśmiechów, dostałam

Aleksandr Khokhlov

Aleksandr Khokhlov

porcję ciepłych słów, sama podziękowałam kilku osobom, dla których jestem ważna i które się o mnie troszczą. Wśród nich jest nawet jedna, która nie zna mnie osobiście, a troszczy się.

Nie muszę być perfekcyjna pisząc bloga.

To mi uświadomił zaprzyjaźniony bloger – wspomniana osoba, która się troszczy, choć nie zna osobiście. Bloger – przewodnik, który wprowadza mnie w ten nieznany mi region wirtualnego świata:) Ma szpadę i wąsy:) Poznałam go przypadkowo, a gadamy telefonicznie jak starzy kompanioni. Jak na mnie, to dość niesłychane (jak to się człowiek całe życie zmienia!:) Dziękuję Ci, D.

Nie muszę być konsekwentna do bólu i do śmieci.

Ci, którym jestem bliska, kochają mnie także wtedy, kiedy jestem niekonsekwentna lub kiedy potrafię przyznać, że wzięłam na siebie za dużo i teraz z części powinnam zrezygnować, bo nie dam rady się sklonować. To zawdzięczam m.in. mojej przyjaciółce, Hanusi, z którą złaziłyśmy w niedzielny poranek nieznany nam las na Targówku. Haneczko, kocham Cię:)

Otworzę się na nowy świat, jakim jest dla mnie blogosfera.

„Joasiu! Jak nie teraz, to kiedy?!” powiedziałam sobie, kiedy zadzwoniła Ida z zaproszeniem na Blog Forum Gdańsk. To prawda, że jeśli chodzi o blogosferę, jestem szamanką nawet nie na skraju tej wioski. Jestem chyba gdzieś obok, ale nie wiem, czy to jest daleko, czy blisko do granicy:) Jeśli jednak nie sprawdzę, będę sobie spokojnie żyć jak do dzisiaj, ale równocześnie mogę nie poznać jakichś ciekawych nowych ludzi, których być może potrzebuję i którym mogę coś zaoferować. Pojadę. Podzielę się. Zobaczę. Jakby co, spokojnie wrócę do mojej przytulnej chaty i do Ciebie, i do Ciebie:)

Oddam jedną kozę i kupię psa.

Moja strategia”na kozę” wymaga, że kiedy mam za dużo spraw, wymyślam jakąś dodatkową wielką „kobyłę”, duży, ambitny, wymagający projekt. Udowadniam sobie, że potrafię w agendzie życiowej upchnąć taką dodatkową „kozę”. Kiedy się jej w końcu pozbywam, czuję, że świat jest piękny, łatwy i przyjemny:) Tak, wiem, normalni ludzie załatwiają to bez dodatkowej kozy-kobyły. A u mnie taka jakaś durno-przekorna natura. Zatem będąc obecnie posiadaczką największego stada kóz we wsi, mam jedną do oddania. Wkrótce napiszę ogłoszenie – bo to ogromnie ciekawa koza do wzięcia:) A potem, w związku z tym, że Jasiek myśli o studiach za granicą, a ja kompletnie nie jestem na to gotowa mentalnie, pomyślę o kupieniu psa. Oleś marzy o tym od lat. Więc zamienię kozę na psa:) I chroń mnie, Panie, przed kolejną kozą w ciągu najbliższych 6 miesięcy. I Ty, Natalio, która się o mnie troszczysz:)

Tańczę życie z Gwiazdami.

Nie dosyć, że los dał mi za towarzysza Gwiazdę Północną, Najdroższego, który jest moim „pace makerem” (w niedzielę biegnie kolejny maraton), że moje dwa Parzydełka to gwiazdy świecące najczystszym unikalnym blaskiem, to do Personal Brand Institute dołączają kolejne Gwiazdy, które już wkrótce zaprezentujemy jako naszych ekspertów. Telewizja przenosi się do nas:)

Oczko.

„Oczko” w przyszłym tygodniu. Napiszę za tydzień, jak było, żebyś mógł z nami świętować:)

To tyle mojego raportu  z tygodnia życia. Chciałabym zwolnić nieco tempo, ale to chwilowo niemożliwe. Więc Tobie tego życzę. Nie pędź. Oddychaj miarowo. Zrób dla siebie coś dobrego. Napisz mi co miłego, bo każda taka reakcja to plasterek na moje kurcgalopkiem schetane lekuchno serducho:) Miłego weekendu:)

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •