Wściekli ludzie, czyli opowieść wigilijna o inteligenckim biuście i epidemii

Postanowiłam dziś napisać o nowej groźnej epidemii – chorobie wściekłych ludzi. Za SJP wściekać się: wywoływać u kogoś gniew, złość, wpadać w złość, gniewać się, ew. chorować na wściekliznę. Zacznę od historii, która miała miejsce dzień przed Wigilią. Z kolędami na ustach wpadłam…

… radośnie zrobić zakupy w markecie „Supersam”. Duży, nowoczesny obiekt, choć marka kojarzy się mnie, wychowanej w kolejkach po mięso na kartki dostępne vis a vis starego Supersamu, dość nieszczęśliwie. Czasy komuny za nami, nowa lokalizacja, postanowiłam dać szansę.

Scena I „Przy wędlinach o cyckach”

Pierwsza scena rozegrała się „przy wędlinach”. Stanęłam za elegancką kobietą pod 60-tkę. Za nią stanęła równie zadbana kobieta po trzydziestce. Obie kulturalne, na pierwszy rzut oka. Ja byłam trzecia. Pierwsza z pań zaczęła rozmowę z ekspedientką, zamawiając trochę tego, trochę tego, trochę tego…

W tym czasie młodsza zaczęła wokół niej nerwowo krążyć, żeby po 5 minutach wypalić:

– 7 żołądków pani ma? Przecież tyle pani nie zje!

Pierwsza spojrzała zdumiona i poprosiła o cierpliwość, bo chce dokonać wyboru.

Młodsza, o wyglądzie panienki z dobrego domu, nie wytrzymała:

– Mam małe dziecko w domu! Nie mam czasu tyle czekać. Po co pani tyle jedzenia! Nie jest pani krową i nie ma 7 żołądków! {tu mi trochę umknęło, bo mnie zatchnęło ze zdumienia}

Starsza straciła uśmiech na twarzy. Nie przypomnę sobie kolejnych 2-3 minut wymiany słownej, było coś o odchowanych dzieciach starszej. Zakończenie jednak pamiętać będę długo. Elegantka przed 60-tką rozchyliła poły zimowego płaszcza, wypięła dumnie pierś i skonstatowała wściekłym tonem:

– A pani ma małe cycki!

Nawet nie próbowałyśmy z ekspedientką startować w tej konkurencji i dołączać do wymiany zdań, która na tym się skończyła, bo młodsza, na cycki pokonana, wściekle zamilkła i odwróciła się plecami. Gdybym nie stała w tej kolejce, nie widziała i słyszała tych dwóch inteligentnie wyglądających kobiet, nie uwierzyłabym w prawdziwość historii.

Scena II. Wściekła pani Monika

To jednak nie koniec mojej supersamowej „opowieści wigilijnej”. Znalazłam co trzeba, pośmiałam się ekspedientką (gdy panie oddaliły się na bezpieczną odległość), i poszłam do kasy, nucąc pod nosem „Chwała na wysokości, a pokój na ziemi”. O nie! Na ziemię sprowadziła mnie pani Monika, kasjerka. To, że ja mam już wolne i mogę sobie robić zakupy, nie znaczy, że mogę się radować. Bo w tym czasie pani Monika, od kilku dni bez przerwy siedzi na kasie. I ma dosyć tych klientów, z tą swoją ciężko zarobioną kasą, z tym zadowoleniem z siebie i zbliżających się Świąt. Nie ma takiego świętowania! Ja jednak jeszcze tego nie wiedziałam.

Położyłam zakupy na taśmie. Za każdym razem, gdy pani przesuwała kolejny produkt nad czytnikiem, grzecznie pakowałam go do koszyka. Przy cytrynach pani spojrzała na mnie kwaśno – i kategorycznie wyrwała mi torbę z ręki.

– Zważyć muszę! Po co pani chowa!

– Aaaa, przepraszam! uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam, bo ja jestem u Państwa pierwszy raz i pakuję szybko, bo za nami duża kolejka, a ludzie się spieszą. Chciałam, żeby było szybciej.

– Jasne! Powiedziała z przekąsem pani Monika. Każdy tak mówi. Pani mi to zrobiła na złość!

Osłupiała spojrzałam jej głęboko w oczy i wytłumaczyłam, że skądże, że Bóg się rodzi, a ja taka w tym Supersamie niezorientowana jestem. Ale poczułam się nieswojo. Na tyle, o ja nieszczęsna, że przy następnym geście pani Moniki, w stresie już sporym, kolejną torbę z kiwi spakowałam bezzwłocznie do koszyka! Tego pani Monice było za wiele.

– Teraz, to już zdecydowanie zrobiła Pani to specjalnie!

Bóg na chwilę zamarł w radosnym oczekiwaniu na swoje przyjście do mnie i pani Moniki. Serce mi stężało. Uznałam, że trzeba przypomnieć, w jakich jesteśmy rolach (znaczy klient i sprzedający), i co w tym rolach nam wypada, a co zdecydowanie nie. W takich chwilach nie włącza mi się na szczęście wściekłość, tylko mój Gallupowy talent – Rozwijanie innych. O bardzo grzecznej rozmowie, ale już bez kolędy na ustach, z szefową pani Moniki, napiszę kiedy indziej.

Za wściekłość nie płacę

Nie wiem, na co była wściekła pani Monika w przede dniu Wigilii. Jednak bezpośredni kontakt z jej frustracją i wściekłością wysuszył w tamtej sytuacji moją naturalną empatię niemal do cna. Tak, rozumiem, że można mieć złe dni. Nie, nie życzę sobie, aby ktoś w zawodowych relacjach, „sprzedawał mi” swoją frustracją tam, gdzie oczekuję, jako sympatyczny klient, dobrego Customer Experience. Za wściekłość kierowaną pod moim adresem oczekuję rekompensaty.

Faszerowani wściekłością

Kłopot dzisiejszych czasów polega na tym, że karmimy się i dajemy się karmić wszechobecną wściekłością, która ma dużą moc, przejmując kontrolę nad emocjami i reakcjami. W filmach animowanych osoby wściekłe, podobnie jak wściekłe zwierzęta, mają czerwone oczy. Jak się ma czerwone oczy, to się nie myśli racjonalnie – tylko działa z poziomu „gadziego mózgu”. W przypadku wściekłości, zwykle mózg wysyła sygnał „walcz i zniszcz wroga”. Chyba, że wróg „ma większe cycki”, wtedy lepiej wroga potraktować fochem lub salwować się ucieczką, żeby uniknąć poczucia wstydu i spadku samooceny.

Ja mogłam odejść z „Supersamu” spokojnie i godnie, jak na klientkę przystało, bo szefowa pani Moniki nie była wściekła. Kiedy jednak obserwuję wydarzenia na ulicach mojej Ojczyzny, to widzę problem wściekłości szerzej. I poważniej, niż „sklepowa opowieść przedwigilijna”. Ba, uczciwie wyznam, że nie wiem, jak się dobrze przed powszechną wściekłością bronić. Mam pewną intuicję, ale na „Bajkę o smoku” przyjdzie jeszcze czas:)

A Ty – na co jesteś wściekły?

Ludzie są dziś wściekli z wielu powodów. Wściekli na wegan i producentów mięsa. Na polityków i przeciwników politycznych. Na korki z powodu remontu dróg i fatalny stan dróg. Na bezrobocie i pracodawców – kapitalistów. Na smog i cyklistów. Na zagranicznych i sąsiadów. Na władze i brak odpowiedzialności rządzących. Na demokrację i brak możliwości. Na siebie i na innych. Na za dużo pracy i brak pracy. Na zasady i brak zasad. Na dobroczynność i znieczulicę. Na brak tolerancji i obecność uchodźców. Na „za szybko” i  na „za wolno”. Na mądrość i na głupotę. Na szlachetność i na chamstwo. Na „swoi” i na „obcy”. Na nadmiernie okupiony sukces i na porażkę.

Marka osobista: „wściekły”

Ćwiczenie 1.

Poniżej znajduje się zbiorcza lista synonimów wyrażenia wściekać się. Zaznacz na niej 3 najczęściej występujące u Ciebie objawy, które mnożą wirusa epidemii wściekłych ludzi:

burzyć się, ciskać się, denerwować się, gniewać się, irytować się, kipieć ze złości, mieć coś na wątrobie, miotać się, pękać ze złości, pieklić się, pienić się, płonąć gniewem, psuć sobie krew, rozjuszać się, rozsierdzać się, rozstrajać się, rozwścieczać się, srożyć się, szarpać się, szarpać sobie nerwy, tracić głowę, tracić nerwy, tracić panowanie nad sobą, unosić się, wnerwiać się, wpadać w szewską pasję, wpadać w złość, wybuchać gniewem, wzburzać się, zgrzytać zębami, kipieć gniewem, ziać niechęcią, złościć się, żołądkować się, doprowadzać się do wściekłości, gorączkować się, zapluwać się, gniewać się, oburzać się, wychodzić z siebie, rozwścieczyć się, awanturować się, drzeć z kimś koty, handryczyć się, iść z kimś na udry, wkurzać się, wkurwiać się, kłócić się, robić piekło, robić sceny, toczyć boje, toczyć spory, urządzać sceny, wojować, wszczynać kłótnie, wykłócać się, żreć się, chmurzyć czoło, mieć marsa na twarzy, wpadać w pasję i złość, emocjonować się, niecierpliwić się, unosić się gniewem, zżymać się na coś, być wzburzonym, gotować się, szaleć, świrować, wariować, wpadać w szał, wzburzyć się, mieć za złe, patrzeć złym okiem.

Ćwiczenie 2.

Zastanów się też nad wynikiem eksperymentu: gdyby dziś przeanalizować Twoje wypowiedzi w pracy lub z Fejsbuka, to jaki procent z nich komunikuje Twoją „wściekłość”, w szerokim, powyżej zdefiniowanym zakresie.

Na koniec mój osobisty apel, nie dajmy się faszerować i karmić wściekłością. Ona nie pomaga rozwiązywać problemów, blokuje kreatywność i niszczy relacje. O naszej reputacji i marce osobistej, nie wspomnę. Czekam na Twój komentarz, jak możemy skutecznie zapobiegać epidemii wściekłych ludzi albo jak możemy lepiej radzić sobie z własną wściekłością.

Udostępnij:
Share on Facebook86Share on LinkedIn285Share on Google+2Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Karolina

    Czasem denerwuje mnie, brak asertywności.
    Bardzo podoba mi się w Pani blogu, że oprócz porad, przemyśleń, wiedzy, są tu też historie z życia codziennego, które Panią zainspirowały do opisania tematu. Dzięki kontekstowi, można lepiej zrozumieć przekaz.

    Czytając historie „na wędlinach” przypomniała mi się piosenka Artura Andrusa, „Glanki i pacyfki”, ale tam „na wędlinach” jest zdecydowanie bardziej miło 🙂