#PremiumMBA (5)

Cel: Poznaj siebie.

Kompetencja: Dbaj o swoje stado.

Sztuka obcowania z ludźmi to kluczowa umiejętność społeczna. Kiedy już zadbasz o relację z samym sobą, przyjrzyj się jakości Twoich relacji z innymi, ważnymi i mniej ważnymi, ludźmi.

Twoja wataha

Twoja wataha

Dobre kontakty z ludźmi wpływają na jakość Twojego życia rodzinnego, zawodowego i towarzyskiego. Relacje międzyludzkie nie zbudują się same, z natury swej wymagają zaangażowanych stron. Relacje z innymi, podobnie jak rośliny, potrzebują skrupulatnej hodowli. Karmią się dobrą energią, uważnością, zaufaniem, życzliwością, dobrą, regularną komunikacją, dobrą intencją, o czym pisałam już wcześniej („Co w sobie hodujesz?”). Z kolei, jeśli nie zrobiłeś dotychczas ćwiczenia polegającego na poprawnym poklasyfikowaniu ludzi z Twojego bliskiego otoczenia według kryterium ocean vs. kałuża, to dzisiejsze spotkanie jest dobrym momentem, aby je wykonać.

Jak inwestujesz uważność?

Skoro relacje wymagają zainwestowania uważności, zastanów się, jakim jesteś inwestorem. Zrób listę najważniejszych ludzi w swoim życiu.

  1. Którym relacjom poświęciłeś dotychczas najwięcej uwagi?
  2. Czy to są relacje najbardziej wartościowe i ważne dla Ciebie?
  3. Po czym poznajesz, że relacja z daną osobą jest ważna i wartościowa?
  4. Co, konkretnie, pozwala Ci skutecznie budować zaufanie w relacjach z ludźmi?

Relacje z poszczególnymi ludźmi to podstawa naszego codziennego życia, w którym jest też miejsce na relacje z większymi grupami ludzi. Nie będziemy się tu wdawać w rozważania socjologiczne na temat małych i dużych struktur społecznych. Posłużymy się na użytek tego tekstu nieformalnym pojęciem „stada”.

Gdzie jest Twoja „wataha”?

Proponuję przyjąć na użytek naszego #PremiumMBA, że „stado” to grupa ludzi, których połączyły wspólne wartości, pasje i siła zaangażowania w rozwój  jakiegoś wspólnego tematu. Stado nie jest anonimowe, członkowie znają się wzajemnie i doceniają własny indywidualizm. Każdy członek stada czuje się w nim ważnym elementem i wie, co stado zyskuje dzięki jego obecności. Celem stada jest wzajemna współpraca i akceptacja pracy na rzecz wspólnych celów. Członkowie stada komunikują sobie zaufanie. Zwykle też na czele stada stoi nieformalny lider. Grupa składa się z osobników w różnym wieku. Stado jest trwałe w czasie. Jeśli czytasz na bieżąco moje wpisy, wiesz, że mam ambicję, abyśmy przy okazji #PremiumMBA budowali nie tyle ekskluzywną klasę, co wartościowe „stado” właśnie:)

Każdy z nas powinien szukać swojego „stada”, „watahy”, „klanu”, „wioski plemiennej”. Kiedyś było łatwiej – łączyły nas silne więzi z ludźmi z najbliższego otoczenia wynikające ze wspólnoty rodzinnej i sąsiedzkiej. Wówczas własne „stado” było dostępne na wyciągnięcie ręki lub otwarcie okiennicy. Dziś trzeba go szukać lub je samemu stworzyć. Własne „stado” daje oparcie w życzliwych ludziach nastawionych na współpracę, a nie rywalizację, wspierających się, uruchamiających moc „umysłu zbiorowego”, budujących wspólną wiedzę i doświadczenie. Tacy ludzie zaangażowani w budowanie wspólnoty, mają wpływ na poziom wzajemnego zaufania, a równocześnie pomagają budować poczucie własnej wartości dzięki docenianiu i życzliwej komunikacji, nawet jeśli jest ona krytyczna. „Stado” umacnia wiarę we wspólny cel, uczy dbałości o innych i poświęcenia oraz oferuje poczucie satysfakcji z dzielenia się z innymi. Uczy również szacunku i docenia fakt, że ludzie różnią się od siebie, dzięki czemu, między innymi, mogą wnosić nową jakość i wartość w ramach wspólnie określanych celów.

  • Gdzie, w takim razie, jest Twoje „stado”?
  • Jaką pełnisz w nim rolę?
  • Za co Twoje „stado” Cię szanuje i co w Tobie ceni najbardziej?
  • Co wnosisz do swojego „stada” i co dzięki niemu zyskujesz?
  • Co sprawia, że inni współplemieńcy Ci ufają?

Ćwiczenie.

Zrób listę ważnych dla Ciebie grup formalnych i nieformalnych, społecznych, politycznych, branżowych i zawodowych, których jesteś członkiem, takich jak m.in. rodzina, zawodowy network, zespół w pracy, blogosfera, drużyna sportowa etc.

Następnie zaznacz, które z tych grup spełniają podaną w tekście definicję „stada”. Zaznacz Twoje najważniejsze „stado” i zastanów się, czy możesz z czystym sumieniem powiedzieć, że poświęcasz mu najwięcej uwagi i dbasz należycie. Na koniec, napisz 3 rzeczy, które najbardziej cementują to najważniejsze „stado” Twojego życia.

Zastanawiam się, ilu z nas wskaże Ojczyznę jako swoje „stado”? Bardzo jestem ciekawa Twoich komentarzy i przemyśleń. Podziel się z nami, inwestując w tę grupę, która już dziś ma spory potencjał na bycie zgraną „watahą”:)

Udostępnij:
Share on Facebook107Share on LinkedIn20Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Kinga Kabaja

    Nie od dzisiaj wiadomo, że „kto z kim przestaje takim się staje”:). Towarzystwo, grupy, watahy kształtują naszą obecną i przyszłą tożsamość. Zachowania i poglądy są zaraźliwe. Można łatwo ” zarazić się ” od przyjaciela jakimś stanem emocjonalnym, zacząć kopiować jego poczynania, albo przejąć jego wartości. Jeśli np. w gronie przyjaciół mamy ludzi, którzy lubią aktywne działanie, To my tez prawdopodobne będziemy się tak zachowywać. Jeśli nie ma takich, a my chcemy zacząć działać lub dokonać jakiejś zmiany w swoim życiu na zewnątrz lub wewnątrz… to trzeba takich poszukać poza kręgiem osób, z którymi się przebywa. Najszybszy sposób na to, żeby się zmienić, to przebywać w towarzystwie ludzi, którzy są tacy, jakim Ty chcesz się stać.:)

    Grupa ma ogromna moc. Ważne, żeby wiedzieć co to jest za moc : czy wpływa na nas pozytywnie, czy destrukcyjnie. Jeśli zdefiniujemy ludzi, z którymi chcemy przebywać, np. chcę przebywać z ludźmi pozytywnymi i życzliwymi, ciekawymi i ciekawskimi (nie mylić ze wścibskimi;)), to zaczynam takich szukać i takimi się otaczać. Taka definicja dotyczy wszystkich relacji zarówno tych na płaszczyźnie prywatnej jak i zawodowej. To połowa sukcesu. A jeśli się już znajdzie to czego się szukało… to trzeba to pielęgnować i budować autentyczne relacje. A to wymaga dużego wysiłku z naszej strony. Po pierwsze trzeba umieć spojrzeć na świat z perspektywy drugiej osoby, a nie myśleć tylko o sobie.Po drugie wspierać :).

    Warto sobie uświadomić, że niczego ważnego w życiu nie da się osiągnąć w pojedynkę. (chociaż ostatnio bardzo mocno promowany jest indywidualizm i głośne podkreślanie własnego „Ja”). Ostatnio trafiłam na takie określenie „Ja do potęgi My” . Zostało to zdefiniowane jako Ty i Twój zespół (wataha, grono). Zespół składa się z jednostek, które dysponują różnymi atutami i umiejętnościami. W układzie „Ja” do potęgi My” nasze kompetencje indywidualne zostają podniesione do potęgi odpowiadającej poziomowi pomocy ze strony zespołu. Ponieważ jednak zero podniesione do potęgi setnej nadal równa się zero, bez jednostki trudno mówić o jakimkolwiek zespole…W dobrym zespole(gronie, stadzie ) na indywidualne „Ja” jest zawsze miejsce:)

  • Kinga Kabaja

    Nie od dzisiaj wiadomo, że „kto z kim przestaje takim się staje”:).
    Towarzystwo, grupy, watahy kształtują naszą obecną i przyszłą tożsamość.
    Zachowania i poglądy są zaraźliwe. Można łatwo ” zarazić się ” od
    przyjaciela jakimś stanem emocjonalnym, zacząć kopiować jego poczynania,
    albo przejąć jego wartości. Jeśli np. w gronie przyjaciół mamy ludzi,
    którzy lubią aktywne działanie, To my tez prawdopodobne będziemy się tak
    zachowywać. Jeśli nie ma takich, a my chcemy zacząć działać lub dokonać
    jakiejś zmiany w swoim życiu na zewnątrz lub wewnątrz… to trzeba
    takich poszukać poza kręgiem osób, z którymi się przebywa. Najszybszy
    sposób na to, żeby się zmienić, to przebywać w towarzystwie ludzi,
    którzy są tacy, jakim Ty chcesz się stać.:)

    Grupa ma ogromna moc.
    Ważne, żeby wiedzieć co to jest za moc : czy wpływa na nas pozytywnie,
    czy destrukcyjnie. Jeśli zdefiniujemy ludzi, z którymi chcemy przebywać,
    np. chcę przebywać z ludźmi pozytywnymi i życzliwymi, ciekawymi i
    ciekawskimi (nie mylić ze wścibskimi;)), to zaczynam takich szukać i
    takimi się otaczać. Taka definicja dotyczy wszystkich relacji zarówno
    tych na płaszczyźnie prywatnej jak i zawodowej. To połowa sukcesu. A
    jeśli się już znajdzie to czego się szukało… to trzeba to pielęgnować i
    budować autentyczne relacje. A to wymaga dużego wysiłku z naszej
    strony. Po pierwsze trzeba umieć spojrzeć na świat z perspektywy drugiej
    osoby, a nie myśleć tylko o sobie.Po drugie wspierać :).

    Warto
    sobie uświadomić, że niczego ważnego w życiu nie da się osiągnąć w
    pojedynkę. (chociaż ostatnio bardzo mocno promowany jest indywidualizm i
    głośne podkreślanie własnego „Ja”). Ostatnio trafiłam na takie
    określenie „Ja do potęgi My” . Zostało to zdefiniowane jako Ty i Twój
    zespół (wataha, grono). Zespół składa się z jednostek, które dysponują
    różnymi atutami i umiejętnościami. W układzie „Ja” do potęgi My” nasze
    kompetencje indywidualne zostają podniesione do potęgi odpowiadającej
    poziomowi pomocy ze strony zespołu. Ponieważ jednak zero podniesione do
    potęgi setnej nadal równa się zero, bez jednostki trudno mówić o
    jakimkolwiek zespole…W dobrym zespole(gronie, stadzie ) na
    indywidualne „Ja” jest zawsze miejsce:)

    • Appprove
      14-10-2014 10:52, „Disqus” napisał(a):

    • Kinga, ja tę zasadę „Ja do potęgi My” przed laty określiłam mianem umysłu zbiorowego, który, przy współpracy ludzi, których cementują wartości, daje ogromną wartość dodaną dla każdego zaangażowanego uczestnika. i „brylant” za zero do potęgi setnej, podziałało na moją wyobraźnię:)

  • Jarosław Kmit

    Nie będzie to zaskoczeniem, jak napiszę, że najważniejszym „stadem” dla mnie jest rodzina – to w tym stadzie czuję się najbardziej komfortowo.

    Bycie w „stadzie” dodaje sił i energii. Bardzo często jest to motywujące i mobilizujące do ciekawego działania. Myślę, że każde „stado” ewoluuje i dojrzewa, zacieśniając swoje więzi, ale „stado” musi mieć też wyzwania, żeby od czasu do czasu mogło się sprawdzić jak sobie radzi z przeciwnościami, z wygranymi lub przegranymi „bitwami”.

  • Marek Hyla

    Jak czytałem ten, jak zwykle inspirujący post, miałem taką refleksję, że nie da się należeć do wszystkich stad, do których by się należeć chciało. I nie chodzi tu o czas i energię (bo o to też oczywiście…), którą trzeba poświęcić na to, by w nich być lub im przewodzić, ale o to, że są one wzajemnie wykluczające. Czasami ten konflikt jest sytuacyjny, krótki, a czasami niekoniecznie…
    Pamiętam jak mój przełożony zadał mi kiedyś mniej więcej takie pytanie: „Do którego zespołu należysz bardziej: do tego, którego jesteś szefem, czy do zespołu zarządzającego tą firmą, którego jesteś członkiem?”. Nie było w tym pytaniu nic pejoratywnego, agresywnego, stawiającego mnie w trudnej sytuacji – było ono bardziej natury coachingowej oraz bodźcem do refleksji w trudnej dla mnie sytuacji, w której musiałem podjąć radykalne decyzje dotyczące ludzi. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że jeśli chcę dobrze pełnić powierzoną mi rolę muszę być „bardziej” tu, albo tu. Być może nawet nie ma dużego znaczego gdzie będę „bardziej” – ale ta decyzja będzie determinowała moje zachowania, działania, moją energię, itd.
    Jak więc jesteś wilkiem, to trudno być jednocześnie antylopą… W wielu sytuacjach jak znajdziesz jakieś stado, to drogi do innych stad zamykają się (a nawet jak nie do końca są zamknięte, to stają się wąskie i kręte)…

    • Marek, a no właśnie. Jakie zatem powinniśmy stosować kryteria, kiedy ciągnie nas w stronę różnych grup, a członkostwo w nich wzajemnie się wyklucza?

      • Marek Hyla

        Długo zastanawiałem się nad tym pytanie i… chyba nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Wydaje mi się, że najważniejszym jest w takiej sytuacji umieć podjąć decyzję (pójść albo za jednym, albo za drugim stadem). Każda decyzja może być dobra – pod warunkiem, że ją podejmiemy i umiejętnie będziemy ją w sobie pielęgnować dążąc do zacieśniania więzi w stadzie, które wybraliśmy. Najgorszym wyjściem wydaje się być trwanie w ciągłym rozdarciu…

  • Od dwóch dni zastanawiam się nad swoimi stadami. Jedyny wniosek jaki mam na razie to pytanie, czy w dzisiejszych czasach istnieje coś takiego jak stado?

    Dawniej faktycznie było chyba łatwiej. Więzi były silniejsze a relacje dostępne na wyciągnięcie ręki czy otwarcie okiennicy… była jeszcze jedna rzecz. Stada były od siebie bardziej odizolowane co także je w moim odczuciu cementowało.
    Indianie, żyli w swoich klanach, spotykali się sporadycznie nie dzieląc się wszystkim z innymi. Co robimy dziś w swoich stadach? Informujemy wszystkich, kogo tylko można o wszystkim co robimy w swoich stadach, jak robimy, po co… Czy ktoś jeszcze chodzi na siłownię do swojego sportowego stada, nie informując o tym wszystkich na facebooku?

    A może ludzie w ten sposób ciągle szukają swoich nowych stad, nie dostrzegając że pod samym nosem mają już ich wystarczającą ilość. Rodzina, praca, kółko modelarskie… Zapewnijmy im trochę prywatności a stada same się scementują i staną realnym wsparciem.
    Nie bez przyczyny chyba, większość osób wskazuje, jako najważniejsze stado rodzinę. Sam mogę tak zrobić. Rodzina to dziś chyba jeden z ostatnich bastionów intymności i dyskrecji, wolnej od facebooka czy twittera 🙂

    • Michał, o tak. „Brylancik” za uzupełnienie o ważną adnotację dotyczącą dawnej izolacji i powszechnej dziś dostępności. I jest w tym jakiś ważny aspekt, że to komunikowanie wszystkiego o sobie całemu światu jest rzeczywiście nawoływaniem „Jestem tu, z takimi pasjami, zainteresowaniami, wartościami…Gdzie jesteś, moje stado…?”

  • Edyta

    Droga Joanno, z 3 dniowym opóźnieniem, ale dziką przyjemnością, przeczytałam tekst o watasze. Od razu wróciły wilcze konotacje, jest moc:) Stad mam kilka. To najważniejsze, składa się z wilka i wilcząt. O ile te młode dopieszczam, to samca jakoś chyba ostatnio zaniedbuję. Czas to zmienić. Ale stwierdzam, że mam też stado internetowe, i niewątpliwie jesteś jego częścią – rytuałem stało się klikanie na jesteśmarką.pl w oczekiwaniu na kolejny mądry tekst. Dzięki!

    • Edyto, jestem Twoja:) „Brylant” w Twoje ręce, za moc, przypomnienie o roli wilcząt, a samca zwłaszcza, gdyż bywa, ze czeka na szarym końcu na zakończenie rytuałów dotyczących wilcząt. I czeka, i czeka…..:) I że wiem, dla kogo piszę!:)

      • Edyta

        Od razu przypomniała mi się historia z liceum – przez lata korespondowałam z koleżanką z Krakowa poznaną przez Filipinkę. Nie widywałyśmy się, nie dzwoniłyśmy do siebie, tylko pisałyśmy papierowe listy. Chemia była niesamowita – nie mogłam się doczekać jej komentarzy, teraz nazwałabym to fresh eye:) Obecnie papierowe listy to rzadkość, ale jak widać, bliską znajomość można zawrzeć także via internet – dziękuję Joanno, chemia też jest:)

  • Angrakl

    Fakt – nasze stada, są bardzo ważne. Jednak czasami gdy zbyt bardzo skupiamy się na celu, zdarza się, że zapominamy o osobach, które akurat w danej chwili nie są nam potrzebne. W ciągłym pośpiechu, gonitwie, stresie, watachy stają się zbędne, liczy się tylko realizacja zadania, jednego, drugiego i tak dalej. Jednakże w końcu przychodzi spowolnienie, chwila refleksji w której okazuje się, że nie mamy przy sobie nikogo zaufanego… i co wtedy? budowanie swojej pozycji w każdym stadzie od nowa, jest bardzo trudne, wytchnienie daje stado które z nami pozostało pomimo naszego oddalenia.

    • Angrakl, to prawda. Co zatem należy robić, żeby w gonitwie, pośpiechu, stresie nie zgubić najważniejszego stada i nie odkryć, czasem zbyt późno, że się odłączyliśmy od watahy?

  • Anna Kustosik

    Ja jestem nowa w tym stadzie. Przywitam się więc w tym pierwszym komentarzu.
    Jestem zdecydowanie osobnikiem stadnym i wyznaję zasadę 1+1=11 🙂
    I nie chodzi tu bynajmniej o wartość płynącą tylko z ilości. Synergia opiera się wszak na jakości. Z równania 1+0,5 nigdy nie wyjdzie więcej, jak 1,5. Ważne dla mnie jest więc, żeby w stadzie każdy był sobą. Stado to jedność różnorodności, oparta na wzajemnej współpracy i szacunku, na dawaniu i przyjmowaniu, na uczeniu się od siebie nawzajem – i to jest w stadzie najcenniejsze – że każdy, niezależnie od wieku i doświadczenia może być dla mnie Nauczycielem. W istocie, jednymi z najważniejszych moich Nauczycieli są moje dzieci. Jestem wdzięczna za ich naukę (z której sobie pewnie nie zdają sprawy), ale też za odwagę i siłę, żeby się nad tymi doświadczeniami pochylić i codziennie stawać się lepszą wersją siebie. A to wcale nie bywa łatwe…