#Premium MBA (7)

Cel: Poznaj siebie.

Kompetencja: Bądź wierny własnym wartościom.

Od wierności sobie zaczęliśmy nasz cały cykl. Dziś przyjrzymy się wierności własnym wartościom. Wierność oznacza brak wyjątków od przyjętych zasad, pewność, przywiązanie, stabilność, uczciwe trwanie w postawie, co do której człowiek czuje się zobowiązany.

Moje piękne wnętrze

Moje piękne wnętrze

Wierność to także bezpieczeństwo, konsekwencja, przewidywalność i spolegliwość, we właściwym tego słowa znaczeniu.

Zacznij od ustalenia, jakie są Twoje wartości.

  • Co jest dla Ciebie najważniejsze?
  • Co się dla Ciebie najbardziej liczy w życiu?
  • Jakie są najważniejsze zasady, którym jesteś w życiu wierny?
  • Bez czego życie straci urok i sens?
  • Co sprawia, że Twoje życie nabiera znaczenia i wartości?
  • Co nadaje sens Twojemu życiu, pracy zawodowej i związkom?

Poczucie sensu w życiu

Znajomość swoich wartości to jeden z warunków życia z poczuciem sensu. Ludzie wierni swoim wartościom są wierni sobie, żyją w poczuciu spójności, integralności ze swoimi zasadami, uczciwości i zgody z sobą samym. Mają poczucie ładu wewnętrznego. Są bardziej przewidywalni, a tym samym dają innym poczucie bezpieczeństwa. Jak mówią, tak czynią i żyją zgodnie z tym, o czym często mówią (bo wartości często pojawiają się na naszych ustach – wystarczy się dobrze wsłuchać). Okazując szacunek i przywiązanie swoim wartościom okazują je sobie. Tym samym uważają zwykle, że zasługują na szacunek otoczenia i tak to komunikują innym. Wydają się bardziej szczęśliwi od znakomitej części nieszczęśliwej i niezrealizowanej części ludzkości wokół nas.

Kręgosłup zdrowy czy przetrącony?

Ludzie łamiący regularnie lub długoterminowo swoje wartości są nieszczęśliwi. Nadwyrężają sami lub pozwalają innym naruszać fundament, na którym budują swoje życie. Dają zezwolenie na wydłubywanie spoiwa, które wiąże każdy dzień w sensowne i szczęśliwe życie. Tym samym, naruszają własne poczucie pewności, stabilności i bezpieczeństwa. Ci, którzy zdradzili swe wartości to osoby z przetrąconym kręgosłupem moralnym. Tacy ludzie mają kłopot, aby szczerze i uczciwie spojrzeć sobie rano w lustrze albo innym w oczy, zmierzyć się ze swoimi wyborami i decyzjami oraz uczciwie wyciągnąć wnioski. Szukają raczej uzasadnień dla przeszłych działań niż sposobów zmiany życia na lepsze.

Gęba pełna czego?

Ba, spotkamy na swojej drodze i takich, którzy wartości mają jedynie na języku, zaś gębę pełną frazesów. Ci są najbardziej nieszczęśliwi. Nie dość, że zaprzeczają swoim prawdziwym wartościom, to nie są gotowi się z tym faktem skonfrontować. Przemierzają świat idąc tyłem, z zawiązanymi oczami, niosąc w tobołku jedynie słuszne prawdy. Tym przypadkiem dziś się nie zajmujemy.

Interesuje nas człowiek z jego życiowymi zasadami i tym, co dla niego święte, który poświęca swoim życiowym zasadom odpowiednio dużo uwagi i który swoje wartości prezentuje w codziennych zachowaniach i wyborach.

Pamiętaj jednak, że świat nie jest biało-czarny i prosty jak konstrukcja cepa. Wielokrotnie w życiu będziesz stawiany przed wyborem – działać zgodnie z własnymi wartościami, czy też o nich w danej sytuacji zapomnieć.

Nie ma złotej recepty

Elastyczność kręgosłupa, także moralnego, jest ograniczona. Podejmuj więc takie decyzje, aby kręgosłupa nie naruszyć. A jeśli w pracy lub w życiu czasem „wypadnie jakiś dysk” w wyniku nacisków i napięć ze strony otoczenia – nie lekceważ i nie zaniedbuj tego momentu – idź szybko do jakiegoś „kręgarza”, może być domowy lub profesjonalny:) Pomyśl, czy warto było narazić się na takie cierpienie („wypadnięcie dysku” wiąże się ze sporym bólem) i jakie w wyniku naruszenia danej wartości, poniosłeś koszty emocjonalne, cielesne, etyczne i duchowe. Jak ucierpiały relacje z ważnymi ludźmi i Twoja reputacja. Już sama świadomość leczy i pozwala uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, podobnie jak rozmowa z przyjacielem, coachem czy mentorem.

Dbaj o swoje wartości.

Życiowy kompas

Życiowy kompas

Jeśli długoterminowo ktoś będzie chciał Cię zmusić do ich naruszania – mądrze i stanowczo się przeciwstaw. Lepiej iść przez życie z lekkim sercem, sympatią i szacunkiem dla siebie samego, niż „jechać na wózku inwalidzkim” w poczuciu żalu, klęski osobistej, braku sensu i życiowej przegranej. Lepiej jest się uśmiechać do siebie co rano w lustrze, rezygnując nawet z paru dóbr materialnych niż unikać patrzenia sobie w oczy przy porannej lub wieczornej toalecie.

Życie to sztuka mądrych, świadomych wyborów. Raz są lepsze, raz gorsze – najważniejsze, żebyś podejmując je był świadom efektów i konsekwencji.

Ćwiczenie.

  1. Wróć do pytań o życiowe wartości. Wypisz 5 swoich najważniejszych wartości. Dlaczego jest dla Ciebie ważne, aby pozostać im wiernym? Przypomnij sobie najczęstsze sytuacje, które wywoływały konflikt z własnymi wartościami? Jak sobie wtedy poradziłeś?
  1. Poszukaj w swoim otoczeniu osoby, która jest wierna swoim wartościom i takiej, która poszła względem nich na zbyt daleko idące kompromisy. Co charakteryzuje jedną i drugą?
Żyje wierna swoim wartościom Żyje naruszając własne wartości

Do której grupy zaliczą Cię ważni ludzie: rodzina, pracownicy, koledzy, znajomi lub partnerzy biznesowi?

Udostępnij:
Share on Facebook57Share on LinkedIn32Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Edyta

    Joanno, kolejny raz poruszasz czuły temat, bardzo dziękuję. Moja wartość no 1, to pomagać, pomagać i jeszcze raz pomagać. Niektórzy mówią, że chowam się za tym pomaganiem, co pewnie jest prawdą, ale ważniejsze jest, że dając trochę swojego czasu i energii, można zmieniać rzeczywistość. Jestem ciotką pomagaczką. Fajnie jest widzieć cudzą radość. I jak mi ktoś mówi, żem naiwna, to kasuję jego numer telefonu:) nad innymi wartościami muszę się zastanowić – zadanie domowe czas zacząć robić;) dobrego tygodnia!

    • Em, trzymam kciuki za zdefiniowanie pozostałych wartości….:)

      • em

        Przemyśliwałam i ustaliłam, 1. rodzina przed pracą, 2. szacunek dla ludzi z czym wiąże się pomaganie, 3. odwaga, by podejmować ryzyko, bo już wiem, że tylko poza sferą komfortu jest rozwój, 4. gotowość do ciężkiej pracy – nie ma darmowych obiadów, 5. szacunek dla siebie – jak już napisałaś, trzeba być dla siebie dobrym. I jeszcze jedno – wszystko musi być zrobione z EM quality, bo jestem marką:)

  • Marek Hyla

    1. Rodzina/bliskośćm (choć jestem introwertykiem i raczej osobą „na odległość”), 2 Praca/angażowanie się (choć tu „muszę bo chcę”…), 3. Bezpieczeństwo/stabilność (tu StandOut Marcusa Buckinghama określa mnie jako Equalizera), 4. Marzenia/przyszłość (tu to samo badanie określa mnie jako Pioneera), 5. Dbałość/rzetelność (tu wychodzi ze mnie perfekcjonista). Chyba w takiej kolejności właśnie…
    Nie byłbym sobą gdybym nie popatrzył na ten wpis z trochę innej perspektywy… 🙂
    Zastanawiam się na ile bycie wiernym własnym wartościom (które nie są jednocześnie ogólnie pojętymi wartościami uniwersalnymi) jest dobrem. Nie wiem (nie jestem historykiem) czy Hitler, Stalin, itp. postacie były wierne swoim wartościom. Nie wiem też (nie jestem kryminologiem) na ile osoby popełniające przestępstwa są im wierne. Potrafię sobie wyobrazić, że tak… Czy dzięki temu mają poczucie sensu w życiu? Czy są szczęśliwsze? Spełnione? Chyba nie… Idąc tym tropem – jesli nasze wartości nie wpisują się w kod kulturowy to trudno nam kreować przez nie pozytywne aspekty naszego życia.

    • Presley czy Roling Stonesi w sumie też nie wpisywali się z wartościami w ówczesny kod kulturowy. To samo Mandela czy Marcin Luther King. Mimo to stworzyli w odróżnieniu od Hitlera czy Stalina rzeczy piękne i pozytywne.
      Co decyduje o tym czy stajemy się tyranem lub przywódcą? Za obydwoma idzie rzesza ludzi, za tyranami ze strachu, za przywódcami z miłości 🙂

      Może to kwestia elastyczności kręgosłupów moralnych? Bez jakiejkolwiek elastyczności posuniesz się do wszystkiego w obronie swoich wartości, stając się z czasem tyranem. Mając tolerancję na innych i jednocześnie pozostając wierny swoim przekonaniom, z każdym dniem masz coraz więcej wielbicieli a przeciwników tolerujesz, nie musisz ich straszyć, nie stajez się przez to tyranem. Wtedy jesteś przywódcą.

      • Marek Hyla

        Chyba nazwałbym to „pozytywną elastycznością” – bo ta elastyczność może iść w niekoniecznie dobrym kierunku. Przywódcy w pozytywny sposób zmieniający świat nie w każdym aspekcie byli elastyczni. Ich kręgosłup w rzeczach pryncypialnie dobrych był/jest sztywny, spójny. Wartości, które tworzą ten kręgosłup są niezmienialne. Jak tak czytam to co napisałem, to też myślę, że charakteryzował ich (bez względu na to jakie mieli te wartości) szacunek dla innego człowieka. W sumie więc sparafrazowałem to co napisałeś… 🙂 („tolerancja i wierność swoim przekonaniom”).

      • Michał, a to jest bardzo ważny wątek – mnie się wydaje, że każdy człowiek jest w stanie posunąć się do ostateczności w obronie swoich wartości. Jeśli ktoś zagrozi życiu i bezpieczeństwu Twojej rodziny, jego życie przestanie być nadrzędną wartością dla Ciebie… Chętnie podyskutuję nad rozróżnieniem między tyranem a przywódcą w kontekście ochrony wartości…

        • Ja również chętnie.
          Zgodzę się, że w przypadku zagrożenia życia moich dzieci, żony czy mojego zapewne ustawiałbym ich życie nad życie innych osób, zwłaszcza takich, które to zagrożenie by powodowały. W przypadku tego typu zagrożeń (ostatecznych) to całkowicie normalna reakcja. Nie pamiętam kto ale gdzieś słyszałem takie zdanie: „Cokolwiek zrobiłeś mając pistolet przystawiony do skroni i przeżyłeś, zrobiłeś to dobrze…”

          Tyran i przywódca. W sumie jak tak się głębiej zastanowić to Hitler czy Stalin będący jednoznacznie utożsamiani jako Tyrani mieli jednak w swoich krajach oddanych i lojalnych wyznawców. Ba, do dziś ich mają. Być może tyran i przywódca to dwie strony tej samej monety jaką jest „władza”? A to czy jesteś jednym albo drugim zależy nie tylko od tego do czego się posuniesz ale i od tego czy te posunięcia są czy nie są wpisane w kod kulturowy?

          Jeśli wziąć jako kryterium liczbę zabitych ludzi możemy dojść do wniosku, że wielu naszych przywódców (obecnych i historycznych) w rzeczywistości ma krew wielu ludzi na rękach, no tyle że Oni ubijali tylko tych złych prawda? 🙂
          Na teraz, myślę tak jak pisałem. Tyran i przywódca to takie Yin i Yang tej samej choroby jaką jest władza nad innymi. I jedni i drudzy dążą do jej powiększania za wszelką cenę a tu już jest tylko mały krok do robienia świństw innym ludziom.

          I chyba to różni „Tyranowódców” od Liderów. Lider skupiają się na sobie i swoich przekonaniach nie dążąc do władzy nad innymi, bez względu na to że i tak z czasem wywiera wpływ na coraz więcej ludzi mających te same co On przekonania i wartości.

    • Marek, już to napisałam Piotrowi O. w komentarzu i z Tobą się podzielę. Uczyniliście mi wyzwanie intelektualne (Ty, Piotr Orkwiszewski i Kinga). Zawsze uważałam, że nie ma wartości pozytywnych i negatywnych (to a propos „kodu kulturowego”). I wychodzi mi, w wyniku intensywnych przemyśleń, że ci, o których piszesz, to nie są ludzie, którzy posiadali odmienne od „standardowych” systemy wartości, tylko byli nastawienie na realizację swoich celów za wszelką cenę. Dewianci, którzy poświęcą człowieka (jednostkę, grupę, dużą grupę) w imię własnej misji, strategii i celów. Oni sobie raczej nie zawali pytania o wartości, bo oni byli sami dla siebie wartością nadrzędną (a to jest patologia). „Brylant” również dla Ciebie za wyzwanie intelektualne!:)

  • Odwracając podejmowany temat – kim jest człowiek bez wartości? Nikim dla siebie, nikim dla świata, po prostu bezwartościowym workiem wypełnionym wodą.

    Nie bez powodu temat wartości do nas wraca, bo tak naprawdę to cała praca nad sobą w ramach Premum MBA jest wartością samą w sobie. Zostawiamy tu dla Ciebie, Joasiu, swoje słowa, których nie jesteś w stanie sprawdzić, czy zostały wprowadzone w życie. Deklarujemy się, że robimy to i to, a Ty nie wiesz, czy na pewno robimy to dobrze.

    Wartością zatem w naszej relacji tutaj jest ZAUFANIE. Ufam Ci, że chcesz mi pomóc i uczysz mnie pomagać sobie, przez co buduję wartość w moim życiu i podpatruję, jak później wzmacniać umiejętność tworzenia jej. Ty także ufasz nam, że wszystko, czego się tutaj nauczymy o sobie wykorzystamy w dobrej wierze, w dobrej intencji, ze świadomością konsekwencji. Bo to nie jest prosta droga, stać na straży wartości, a jednocześnie krytycznie patrzeć również na swoje błędy. To właśnie drugi człowiek nam jest potrzebny do realizowania tych wszystkich pięknych słów i zderzania raz po raz naszych wyobrażeń z prawdą. Drugi człowiek jest WARTOŚCIĄ największą w ludzkim życiu.

    Cieszę się, że jesteś i jeszcze raz dziękuję za to, jaka jesteś. Spotkanie twarzą w twarz na Blog Forum Gdańsk potwierdziło tylko, że to, co tutaj wyprawiamy jest wartością, a Ty jesteś Marką Premium, Joasiu.

    • Muszkieterze, mnie się wydaje, że każdy człowiek ma swoje wartości i każdy opowie Ci na pytanie „co jest dla mnie najważniejsze”… PremiumMBA nie jest wartością – jest mniej lub bardziej wartościowym projektem, w który jedni, z jakiegoś POWODU, zaangażują się bardziej, drudzy mniej, a jeszcze inni, w ogóle…Robię PremiumMBA bo dla mnie ważną wartością jest rozwijanie innych i dzielenie się (co potwierdził mój Gallup). Tak, zaufanie jest wartością, a raczej drogą do innej wartości, jaką jest dla mnie lojalność…Myślę, że nie znając ludzi, nie ufam im, raczej zakładam ich dobre intencje na początek – żeby im zaufać potrzebuję ich poznać w czasie i obserwować ich wartości w konkretnych zachowaniach, o czym traktują także powyższe komentarze. Ja chyba nie mam pojęcia jak Wy wykorzystacie zdobytą tu wiedzę, ale wierzę w każdego z tu obecnych…. i wierzę w siłę wynikającą z podobieństwa wartości i przyciągania podobnych sobie ludzi…Tak, człowiek jest dla mnie ogromną wartością i dlatego tak samo jak Ty, cieszę się z naszego spotkania na #BFG:) Dziękuję:)

  • Kinga Kabaja

    Wartości wg.mnie są podstawą równowagi między indywidualnymi celami a troską o innych. Dla
    mnie osobiście wartości są niezmienne, to priorytety mogą się zmieniać w różnych okresach czasu. Co stanowi dla nas największa wartość oraz czy jesteśmy wierni swoim wartościom i dowiadujemy się w chwilach … kryzysu :).

    O tym co jest dla mnie ważniejsze przekonałam się, gdy musiałam zdecydować: albo, albo :). Podjęcie decyzji ułatwiło mi zdanie…”Nie słyszałem o człowieku, który na łożu śmierci życzyłby sobie dostać jeszcze jeden dzień życia, aby wziąć nadgodziny w pracy, dokończyć raport, zamknąć projekt, etc…”. Ale łatwo nie było:).

    Deklarowane wartości i ich przestrzeganie w życiu bardzo łatwo zweryfikować również podczas wychowania dzieci. Uczymy dzieciaki pewnych wzorców postępowania, wzmacniamy ich kręgosłupy i mówimy co dobre, a co nie dobre… Dzieci postepują wg. naszych wskazówek, ponieważ nam wierzą i do pewnego momentu w ich życiu to my jesteśmy dla nich drogowskazemi, nauczycielem. Jeśli spojrzymy na własne dziecko jak na lustro…, jeśli zdobędziemy sie na chwilę refleksji i weźmiemy pod uwagę, że dzieci są szczere i nieskażone cywilizacją….to możemy bardzo dużo dowiedzieć się o sobie i swoich wartościach…. To dziecko może być dla nas dorosłych swego rodzaju nauczycielem … ponieważ to dzieci nie boją się pytać i zadają trudne i niewygodne pytania. Jesli zaczniemy na nie odpowiadac tak na serio….możemy dużo zyskać ;).Czasem bywa tak, że to dziecko może postawic nas do pionu:)

    • Kinga, też tak uważam, że chwile kryzysu są najlepszym testem dla naszych wartości. I myślę (pisałam to już w komentarzu dla Piotra i Marka), że o ile priorytety są ważnymi celami (i e mogą się zmieniać w zależności od sytuacji i okoliczności), to wartości raczej nie zmieniamy (chyba że w wyniku jakiś traumatycznych przeżyć). „Brylant” za prosty test „albo-albo” i za ćwiczenie „lustra” w oczach własnych dzieci. Na FB zamieściłam przedwczoraj znaleziony mem o treści „Bądź takim człowiekiem, abyś kiedyś ucząc wartości swojego dziecko, nie musiał być hipokrytą”.

  • To co dla mnie najważniejsze w przypadku wartości, to świadomość ostatniego zdania jakie napisałaś. Każdego dnia, podejmujemy setki decyzji, każda z nich jest lepsza lub gorsza. Zdanie sobie z tego sprawy i nauczenie się słuchania własnego ciała w momencie podejmowania decyzji daje nam właśnie możliwość kreowania własnego życia, zamiast bycia kreowanym przez innych.

    I nie chodzi tu o słuchanie tylko siebie, innych trzeba słuchać, rozważać ich słowa, czyny wyciągając wnioski w stosunku do siebie. To ta spolegliwość w dobrym znaczeniu, spolegliwość, która pozwala nam się cały czas rozwijać. Zamknięcie się na inne poglądy innych prowadzi do radykalizmu. Będąc radykalnym, nie można być szczęśliwym. Dość dobrze widać to na przykładzie ludzi stale dzielących naród na My, Oni. Tacy ludzie nie są i nigdy nie będą szczęśliwi.

    Dziś moja żoneczka kochana, rano przeprosiła mnie za warczenie ale jak mówi coś ją od rana denerwuje i nie wie co. Jest świadoma siebie, umie to nazwać i to jest piękne. Moją decyzją jaką wykonam zaraz po skończeniu tego wpisu będzie przytulak i buziak co mam nadzieję rozładuje nieco napięcie a nasz mikroświat stanie się odrobinę lepszy. Podejmując tą decyzję czuję wewnętrznie, że jest ona słuszna i dobra oraz że przyniesie korzyści nam obu. Na takie właśnie wyczucia i sygnały jakie daje nam organizm każdy z nas powinien być wyczulony.
    Ustalenie własnych wartości w połączeniu z umiejętnością słuchania siebie to w moim odczuciu bardzo ważne czynniki pozwalające nam żyć na poziomie „Premium”.

    A co z odczuciami negatywnymi? Także są i także nam pomagają. Za każdym razem kiedy czujesz, że coś jest nie tak, zatrzymaj się i chwilę pomyśl co się dzieje. To ostrzeżenie jakie wysyła Ci podświadomość, że właśnie zaczynasz wykraczać poza swoje wartości w stopniu grożącym „wypadnięciu dysku”.

    Mam takie ćwiczenie, które mi pomaga. Za każdym razem, gdy nie jestem zadowolony z podjętej przez siebie decyzji zastanawiam się co się stało? Ponieważ problemem jest to, że bardzo często takie refleksje przychodzą po niewczasie – na zasadzie: „A mogłem mu odpowiedzieć tak…” – to co robię w takich wypadkach to cofam się myślami do momentu podjęcia decyzji i przypominam sobie jak się wtedy czułem, przypominając sobie właśnie sygnały jakie dawała mi podświadomość.

    I to właśnie daje mi poczucie coraz większej kontroli nad sobą i życiem. Zdefiniowane przeze mnie wartości – które też cały czas ewoluują – są trzymane w ryzach, uczę się panowania nad nimi tak żeby były mi pomocne i nie uwierały kiedy jestem zmuszany do ich nieprzestrzegania 🙂
    …zmuszany w sumie przez samego siebie.

    • Michał, „brylant” za konstatację, że „będąc radykalnym, nie można być szczęśliwym”. I za spolegliwość w starym tego słowa znaczeniu oznaczającą możliwość polegania na nas. Tak działają wartości w praktyce życia. Jeśli je znamy i komunikujemy, to zawsze, w pewnych sytuacjach, zareagujemy podobnie, będziemy przewidywalni w reakcjach, czynach, słowach. I za wybranie sobie świadomej żoneczki:) I za umiejętność słuchania, która odróżnia człowieka przeciętnego od człowieka „premium”:)