#Premium MBA (6)

Cel: Poznaj siebie.

Kompetencja: Poznaj swoje korzenie.

Jesteśmy fragmentami drzew, które rozrastają się w prawo, w lewo, w górę lub w dół – ale to „ciągle jedno i to samo drzewo” jak śpiewał Jacek Kaczmarski w budzącej nostalgię piosence „Nasza klasa”. Stabilność drzewo osiąga dzięki swoim korzeniom.

Twoje korzenie

Dokąd sięgają Twoje korzenie?

Ba, tylko dzięki solidnemu fundamentowi korona może rozrastać się i rozwijać, transferować soki i cenne życiodajne substancje. Stan systemu korzeniowego wpływa na stan całej rośliny.

Skąd się wziąłeś?

Co wiesz o swoich korzeniach? Jakie soki i unikalne substancje z nich czerpiesz?  Jak je nawozisz i pielęgnujesz? Ja czuję niedosyt i ciągle czekam na dobry czas, żeby przysiąść z Mamcią nad drzewem genealogicznym.

Pomyśl o swojej rodzinie. O swoim rodzie. O miejscu, jakie zajmujesz w historii swojej rodziny. Jaka jest rodzinna opowieść? Jaką w niej pełnisz rolę? Co na temat tej opowieści wiedzą Twoje dzieci i pozostali członkowie rodziny?

Patrząc na historię i losy swojej rodziny, do jakiej rośliny byś ją porównał?

Dziedzictwo.

Słowo, któremu nie przysłużyły się polityczne spory wokół ważnego zagadnienia. Jakże rzadko pojawia się ono w codziennych rozmowach rodzinnych, przyjacielskich czy biznesowych. A szkoda.

Rzeczy rozwijają się dzięki naszej uważności. Ile uwagi poświęcasz swoim korzeniom i swojemu dziedzictwu? Czy ono dzięki Tobie żyje, czy też obumiera powoli, zaniedbane i zepchnięte poza agendę codziennego życia?

Ćwiczenie.

  1. Weź kartkę papieru. Narysuj, tak na szybko, z pamięci, swoje drzewo genealogiczne. W jakim procencie znasz swoich przodków do poziomu pradziadków? Czy jesteś zadowolony z wyniku?
  2. Wypisz, w jakie unikalne talenty i kompetencje wyposażyli Cię Twoi kolejni przodkowie, do poziomu prababki i pradziadka włącznie. Co wiesz o ich pasjach, talentach, dokonaniach i doświadczeniach życiowych?
  3. Wciągu 3 miesięcy sporządź wspólnie ze swoimi bliskimi mapę geograficzną kultur, z których pochodzili Twoi przodkowie oraz wykaz Twoich talentów i umiejętności, które mogą być z nimi powiązane, mając swoje korzenie w tych kulturach.

Uzupełnij swoją wiedzę, także dzięki poszukaniu wśród rodziny kopii starych zdjęć i dokumentów rodzinnych. Ciekawe, z którym ze swoich przodków identyfikujesz się najbardziej i dlaczego właśnie z nim? Poszukaj wsparcia, mądrości i wiedzy u tych, którzy już odeszli. Podziel się z nami swoimi odkryciami.

Udostępnij:
Share on Facebook82Share on LinkedIn27Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Eulalka

    Dawno temu był serwis Moi Krewni (teraz to się Heritage nazywa). Tam mam całe drzewko. A ponieważ mama miała sporo rodzeństwa, drzewko jest szersze niż wyższe. Córka na historię raz drukowała – niezły rulonik wyszedł z klejonych kartek A4 🙂 A na poważnie – bardzo żałuję, że wtedy gdy mogłam pytać babcię o historię, to byłam za młoda, by się tym przejmować, a potem nie było już kogo pytać 🙁 Wiem tylko, że jedna babcia pochodziła spod Wilna. Wiem, że miała starsze rodzeństwo – brat był dyrektorem gimnazjum, w którym się uczyła. Wiem, że przeżyła wygnanie na roboty do Niemiec i wędrówkę przez zamarznięty Zalew Wiślany w czasie bombardowania. Ale niewiele więcej. O drugiej babci wiem ciut więcej ale też z krótkich rozmów. Rzecz w tym, że one wcale nie były chętne do powracania do bolesnych przeżyć w przeszłości. Widzę siebie w jednej i drugiej. Po jednej odziedziczyłam potrzebę czytania i uciekania w powieściowe życia, by mieć ich (żyć) więcej i więcej. Po drugiej pewną zaradność, która jej pozwoliła wychować 6. dzieci (miała krowę – każde z dzieci musiało wypić kubek mleka przed szkołą, owcę i kołowrotek – każde z dzieci było ciepło ubrane w wydziergane swetry i szyte kurtki, kury, gęsi, świnki, by było co jeść, ogródek, gdzie rosła kapusta i cebula)… Tak więc czytam książki, dziergam na drutach i szydełku, grzebię w ziemi na mikroogródku i robię przetwory na zimę 🙂

  • Kinga Kabaja

    Kilka lat temu razem z moim synem rysowalismy drzewo genealogiczne. Dotarliśmy do poziomu moich Prapradziadków od strony mojej mamy. Drzewo mam własnie przed sobą. Najstarsza data jaką znalazłam na tym drzwie to rok 1896, czyli data urodzin mamy mojego Dziadka. O moich przodkach trochę wiem, dzięki Dziadkowi, który dbał o to by przekazać informacje o rodzinie kolejnym pokoleniom. Sam kiedyś jeździł po całej Polsce i opracował drzewo genealogiczne swojej rodziny. Informacji szukał w kasięgach parafialnych i USC. Teraz jest łatwiej….:).
    Moim synom teraz ja staram się przekazywać te informacje… Ostatnio zapytali mnie co otrzymaliśmy w spadku po Dziadkach i Pradziadkach… odpowiedziałam, że książki i maszynę Singera:). Przeglądają więc stare wydania Baśni Andersena, Brzechwy dzieciom, Serce Amicisa z rysunkami Jana Marcina Szancera, atlasy, mapy, ksiązki historyczne oraz poradniki na temat uprawy mieczyków, lilii i tulipanów. i wiele innych…. Do tej pory w domu mojej Babci jest warsztat pracy mojego Dziadka ( a ich Pradziadka) z wszystkimi narzędziami i całym bałaganem…. Dla moich chłopaków to istny raj. Dzięki temu mogą choć na chwile wejść w świat tego, którego już z nami nie ma i którego nigdy nie mieli okazji poznać… Na maszynie Singera też szyli ;). Maszyna jest ciągle sprawna:) i stoi w dawnym pokoju mojej Prababci, a ich Praprababci:). Fotografie, listy, dokumenty zapisane przepięknym pismem, ręcznie haftowane stare obrusy, .. to też jeszcze istnieje dzięki mojej mamie:).Ja sobie to czasem przeglądam. Dla moich synów na dzień dzisiejszy to… nuda;).

    • Pomyślcie jak ciekawie będzie za 2-3 pokolenia jak prawnuczki będą mogli poczytać sobie w internecie co tam pradziadek, czy prababcia wypisywała 🙂

      • Kinga Kabaja

        Zaczynam się bać…;D

        • To zależy co pisałaś :).
          Ponoć powstają już firmy, które zajmują się wymazywaniem w Internecie rzeczy niepożądanych przez ludzi.

          Z firm korzystają głównie politycy i kandydaci na polityków… jakby to był wstyd przyznać się do paru błędów w życiu 🙂

          • Kinga Kabaja

            🙂 Michał, wiem, że istnieja takie firmy i wiem, że politycy i nie tylko… korzystają z ich usług. Świadomie korzystam z Internetu i nie wstydze się tego co piszę…;). A jeśli popełnię jakiś błąd … cóż, każdemu może się zdarzyć ;).

            A tak na marginesie…zazdroszczę moim prawnukom (o ile je będę miała), że będą mieli taką możliwość… Sama chętnie poczytałabym o czym myśleli, „gadali” moi pradziadkowie…

    • Kinga, u mojej babci też była maszyna Singera. Do dziś pamiętam zapach szufaldki, którą się w niej otwierało i „skarby”, które można w niej było znaleźć:)

  • Malgorzata Jankowska Buttitta

    Mam od zawsze bardzo silny związek z przeszłością, bo i temat facynujący! do tego stopnia, że kiedy ogarnia mnie chandra, to włóczę się po archiwach, by powertować stare księgi metrykalne. Czego tam nie ma! I przodek „sławetny leśniczy”, lat 42, któremu (rok 1824) umiera żona lat 70. Frankistowski przechrzta? Albo praciotka, której w ciągu 2 dni zmarło 3 dzieci… Jak przeżyć coś takiego? Albo inny praprzodek, niejaki Skłodowski, konserwa, bo został na upadającym – by nie rzec dziadowskim 🙂 – majątku w Skłodach, podczas gdy jego brat, gnany żądzą wiedzy wyjechał, miał syna, potem wnuczkę Marię, tak, „tę” Marię Skłodowską… ale dość, bo o księgach metrykalnych, z których można wywnioskować kto był prawy, a kto cwaniak, kiedy ksiądz pisał na bani, a nawet kto był ojcem nieślubnego dziecka, mogłabym godzinami. Każda rodzina pełna jest takich wydarzeń, tyle że okrył je kurz zapomnienia. Po tych mazowiecko-podlaskich antentach mam tyle, że wciąż gna mnie po lesie :-). Ale to moja druga połowa, ta starsza o kilka tysięcy lat i „silniejsza”, zawsze determinowała moje zachowania, odczucia, wybory życiowe i powszednie, potrzeby, upodobania, nawet wyobraźnię. To historia, którą zaczyna się gdzieś między Mezopotamią, a Egiptem, a która jeszcze cała jest do odkrycia, na ile się da. To taki moment, że właśnie stoję, bardzo przejęta, u jej progu. Mam nadzieję zdążyć, bo sytuacja na Bliskim Wschodzie nie sprzyja.

    • Rita, masz nie tylko dojrzałą duszę, co wyczułam przy naszym spotkaniu, ale też piękne, kolorowe korzenie. „Brylant” za znajomość swoich barw, kolorów i historii. I za Twoją osobistą barwność, która ciekawi i przyciąga ludzi:) Mnie, bez dwóch zdań:)!

  • Bardzo fajny pomysł i kolejny etap kursu.

    Pozwólcie, że opowiem Wam o najsilniejszym moim korzeniu,
    który sprawia że jestem tym kim jestem. W miarę upływu lat dostrzegam też, że
    coraz bardziej upodobniam się do niego tworząc niejako klon drzewa o nazwie Jacek
    Stachura.

    Jacek urodził się jako drugi z czworga rodzeństwa w 1949
    roku. Jego ojciec, a mój dziadek – Franciszek – podczas wojny należał do
    Batalionów Chłopskich (pseudonim Skok). Niemcy podczas wojny rozstrzelali całą
    rodzinę dziadka, przed domem na podstawie donosu sąsiada. Z całej rodziny
    uratował się właśnie dziadek, który uciekł w momencie gdy jego ojciec, a mój
    pradziadek rzucił się na Niemców krzycząc żeby wszyscy uciekali. Uciekł tylko
    Franek. Udało się także przeżyć jeszcze bratu dziadka, który podczas tej
    masakry był na łyżwach.

    Podczas opowieści o tym, dziadek zawsze się wzruszał – kto
    by tego nie robił – co ciekawe nigdy jednak nie widziałem w nim nienawiści do
    Niemców. Potrafił oddzielić czas wojny od czasu pokoju, nie nosząc w sercu odwiecznej
    i dozgonnej nienawiści do współczesnych ludzi. Czas wojny to czas kompletnej
    zawieruchy i degeneracji ludzkich uczuć u dużej części ludzi, wojenne
    szaleństwo nie udzieliło się na szczęście dziadkowi.

    Jak widzicie mój ojciec miał dość solidne korzenie i zapewne
    dlatego wyrósł na kogoś tak wspaniałego i w moich oczach niesamowitego…

    Jacek. Jak już pisałem urodzony w 1949. Niewiele wiem o jego
    dzieciństwie, oprócz kilku zachowanych zdjęć z opowiadań wiem, że uczył się,
    rozrabiał, w ukryciu kiedyś palił z bratem papierosy a jak ich ojciec przyłapał
    to w nagrodę kazał im całą paczkę na raz wypalić, lecząc obydwu tym samym
    (Jacka i Janka – mojego wujka) z palenia na całe życie.

    Na studiach Jacek Poznaje Stasię, która udziela mu
    korepetycji z budownictwa. Owocem tych korepetycji (oprócz zdanej sesji) jest
    mój brat (Marcin), który na obronie mamy już uczestniczy w egzaminie końcowym w
    brzuchu. Dwa lata później przychodzę na świat ja i tak kompletuje się nasza
    cała rodzina.

    Tata, jest z wykształcenia budowlańcem i tak sobie z nim
    jeździmy po Polsce tam gdzie są budowy. Czy jest tu ktoś z Elbląga? Tam tata
    budował osiedle, kto wie czy nie to w którym teraz siedzisz i czytasz to co
    piszę J.

    Po paru latach osiadamy w Kielcach, a tata… wyjeżdża na
    kontrakt do ZSRR. Z tego okresu, pamiętam to jak przyjeżdżał, to jak my
    przyjeżdżaliśmy do niego zwiedzając kraj Rad, wycieczki, na działkę, pływanie
    łódką po jeziorze, wyprawy na lodowisko i nauka jazdy. W tym okresie mojego
    życia tata kojarzy mi się z niekończącymi się wakacjami. Zawsze jak byliśmy
    razem to było święto, nawet jak był dłużej w kraju to i tak cały czas było
    święto.

    Coś co dopiero teraz umiem prawidłowo ocenić i nazwać to to
    że tata miał wtedy zawsze czas dla nas. Jak z nami rozmawiał, jak zajmował się
    naszymi dziecinnymi problemami był w 100% skupiony na nas i naszych sprawach.
    Nigdy nie usłyszałem od niego „Nie teraz” i to staram się przenosić dalej na
    swojego syna.

    Po powrocie z kontraktu i przemyceniu w tubce po paście 150
    dolarów!!! …tata wyjechał do pracy w Austrii. To już były te czasy, kiedy
    komuniści powoli schodzili ze sceny.

    W Austrii kolejne budowy… i przywożone, kupowane za szylingi,
    zagraniczne towary, których w Polsce nie było. Taki już obieżyświat ten tata, a
    może to wynik potrzeby zarabiania na rodzinę. Wyraz odpowiedzialności i
    determinacji w dążeniu do tego żeby żyło nam się choć odrobinę lepiej i
    wygodniej.

    Niezłomność taty w dążeniu do celu najbardziej uwidoczniła
    się w kolejnym okresie jego życia.

    20 lat temu jadąc samochodem, wpadliśmy na drzewo. Jechał
    tata i ja, mi nie stało się nic, tata został sparaliżowany (tetraplegia, C5/C6
    – dla niewtajemniczonych paraliż całego ciała, nie rusza się nogami, rękami
    tata ruszał do nadgarstków, bez sprawnych niestety palców)

    Dlaczego nic się mi wtedy nie stało? Czemu do ciężkiej
    cholery obrażenia nie rozłożyły się po połowie? Dlaczego tak dobry człowiek
    zasłużył sobie na taką karę? Przestanie sobie zadawania tych pytań zajęło mi
    kilka lat, i tylko dzięki tacie i żonie trwało to tak krótko. Nie są to
    pytania, na które da się odpowiedzieć inaczej niż trywialnym stwierdzeniem, że
    tak widać miało być.

    Z tego okresu życia taty nauczyłem się najwięcej. Widząc jak
    dzień po dniu można pokonywać swoje własne ograniczenia, dążąc do zmieniania
    siebie i innych na lepsze. Przez 20 ostatnich lat, nie usłyszałem od taty słowa
    uskarżania się na życie, na okrutny los, nieszczęście czy inne fatum. Brał
    życie takim jakie jest, codziennie wyciskając z niego tyle ile się da.
    Samodzielnie nauczył się obsługiwać komputer przy użyciu specjalnych nakładek
    na dłonie. Nie mógł chodzić ani jeździć, mimo to zapraszał wszystkich do siebie,
    stając się z czasem rodzinnym mentorem dla wszystkich i łagodzącym rodzinne konflikty uspokajaczem.
    Nie ograniczał się zresztą tylko do rodziny. Jego „działania osiedlowe” szybko
    doprowadziły do częstych odwiedzin sąsiadów, przysiadywania z Jackiem na murku,
    zapraszaniem do siebie w odwiedziny. Tak jak mi poświęcał 100% uwagi, tak samo
    robił z innymi ludźmi, niezależnie czy to był doktor habilitowany, czy żul spod
    monopolowego. Dla każdego miał czas i to najważniejsza chyba nauka jaką mi
    przekazał.

    W maju tego roku odszedł. Na szczęście zdążył poznać
    wnuczkę, na szczęście mogłem z nim zamienić parę słów przez telefon na kilka
    godzin przed śmiercią. To wszystko kim jestem, to co przekazuję dalej to cechy,
    które zawdzięczam w dużej mierze tacie. Niezłomność (czasem upór), radość z
    życia, poczucie humoru ze skłonnościami do robienia żartów, zamiłowanie do
    szachów, otwartość, brak radykalizmu w osądach, docenianie tego co mamy, to
    tylko niektóre cechy które są we mnie, będą w moich dzieciach i pewnie dalej
    będą przekazywane. Dzięki dziedzictwu stajemy się nieśmiertelni tak jak
    nieśmiertelny jest mój tata i dziadek.

    Na szczęście pozostają wspomnienia i zdjęcia 🙂
    http://oi61.tinypic.com/mj7fcw.jpg

    • Najpierw mnie Piotr wzruszył, a teraz tak piękna, poruszająca historia. Michał, to w jaki sposób piszesz, porusza tyle strun we mnie, ze mi trudno pisać. Tyle ciepła, pogody, uważności, życia i miłości. Teraz „brylant” a jak przestanę ryczeć, to może jeszcze coś dodam, albo i nie, bo po cóż tu coś dodawać.

  • Edyta

    Wszystkim komentatorom bardzo gratuluję poruszających historii o przodkach. O dziadków i pradziadków wypytuję rodziców i jestem zafascynowana ich historiami, ale aktualnie orientuję się na rodziców, bo są moimi bohaterami. Ojciec siłą woli rzucił papierosy i alkohol. Mama – prowadziła własny biznes od 1978, co było totalnym szaleństwem. Dzięki nim mam siłę i walczę o każdy dzień. Pozdrowienia dla zakorzenionych – fajnie się Was czyta.

  • Marek Hyla

    Jedną stronę rodziny mam całkiem dobrze opisaną – mój Dziadek napisał pamiętniki, mój Ojciec również. Pewnie i kiedyś się do tego zabiorę… Mamy sporządzone drzewo genealogiczne sięgającego gdzieś w okolicę (o ile pamiętam dobrze) 1864 roku (Michał Hyla – mój Prapradziadek). Nad opisem strony drugiej pracuje również moja Mama (choć póki co efektami pracy jeszcze się nie chwali).
    Tak sobie jednak myślę, że siła dziedzictwa chyba w znacznie większym stopniu wynika z czegoś, co jest bardziej ulotne. Wyssałem pewne zachowania/postawy z mlekiem matki… Nie musiałem być jakoś strasznie świadom tych rodzinnych historii, aby być, tym kim jestem. Będą liściem (teraz, to już w sumie gałęzią) drzewa stałem się takim właśnie, a nie innym liściem dlatego, że czerpałem soki z tego drzewa, a nie dlatego, że wiedziałem, z jakiego konara wyrosłem.
    Świadomość historii rodziny (którą nabyłem z czasem, gdzieś pewnie w okolicy dwudziestego roku życia, może trochę później) ugruntowała we mnie to coś, dała poczucie sensu tego, co podskórnie czułem i co podskórnie kształtowało mnie jako człowieka.

    • Marek, zazdroszczę Ci całym sercem tych pamiętników i wyrastania w rodzinie, która o dba o świadomość historii rodziny. U mnie strażniczką rodzinnej historii jest Mamcia, a ja odczuwam coraz żywszą potrzebę dołączenia do niej jako pilny uczeń. To prawda, że „wysysamy z mlekiem matki”, choć ja wierzę, że temu karmieniu powinno towarzyszyć snucie opowieści, aby stało się elementem naszego rodzinnego DNA.