#Premium MBA (4)

Cel: Poznaj siebie.

Kompetencja: Traktuj się uprzejmie.

Jak często zdarza Ci się rozmawiać ze sobą, prowadzić dialogi wewnętrzne dotyczące ważnych spraw, kłócić się ze sobą, kwestionować swoje lub cudze wybory, formułować wątpliwości, użalać nad sobą i złym światem, rozmawiać ze sobą o swoich sukcesach i marzeniach?

bullshit story

Kto gada w Twojej głowie?

Według holenderskiego psychologa, Huberta Hermansa, to zupełnie normalne, że ludzie w różnych sytuacjach rozmawiają sami ze sobą. To zjawisko nazwał on koncepcją dialogowego Ja. Według niego, w przestrzeni naszego umysłu występują róże punkty widzenia (pozycje Ja) np. „ja córka”, „ja romantyczka”, „ja pragmatyk” lub „ja optymistka” wyrażające specyficzne  dla nich przekonania, poglądy, uczucia i motywy. Każda „pozycja Ja” posiada niezależną optykę zdarzeń widzianych z jej perspektywy, co pozwala jej wdawać się w dyskusję z pozostałymi. Z kolei John L. Caughey, profesor antropologii Uniwersytetu Maryland uważa, że w naszym wewnętrznym świecie może istnieć około 200-300 takich postaci, wśród których da się wyróżnić 4 podstawowe typy rozmówców:

  1. Oddany Przyjaciel – silny, ciepły i troskliwy rozmówca
  2. Ambiwalentny Rodzic – kochający i krytyczny względem Ciebie
  3. Bezradne Dziecko – bezsilne i oczekujące pomocy
  4. Dumny Rywal – pewny siebie przeciwnik, dający odczuć swoją wyższość nad Tobą samym.

Wewnętrzna gra.

Jeszcze inna koncepcja, stworzona i opisana w książce „Tennis. The Inner Game” przez W. Timothy’ego Gallweya zakłada, że w każdym z nas toczy się „wewnętrzna gra”, codziennie w pracy, w rodzinie, w związkach, podczas wyzwań, zadań i nauki. Na ostateczny rezultat tej gry wpływa nie tyle sposób, w jaki człowiek walczy z przeciwnikiem, ale to, co się dzieje w jego umyśle. A tam trwa konwersacja między:

Ja krytycznym – kontrolerem oceniającym każdy efekt, skoncentrowanym na potencjalnej porażce, zachęcającym do starania się za wszelką cenę, oceniającym, wywołującym w nas lęki, niepokoje i powątpiewanie we własne możliwości

Ja uczącym się – skoncentrowanym na wykonaniu danej czynności możliwie najlepiej, biorącym się do działania z wiarą we własne możliwości, skupionym na potencjalnym sukcesie, skupionym tu i teraz bez potrzeby analizowania, oceniania i osądzania.

Zastanów się jak w Twoim przypadku wygląda relacja między tymi dwoma Ja:

  • Ciągle się starasz uniknąć porażki czy już zaufałeś swoim umiejętnościom?
  • Idziesz do przodu, zakładając, że życie to nieustająca możliwość rozwijania się także dzięki przegranym, czy stoisz w miejscu pełen obaw przed pierwszym krokiem i pierwszą możliwą porażką?

Co sobie mówisz najczęściej?

Po co ci ta wiedza? Ponieważ ważne jest, aby być świadomym co i w jakich sytuacjach powtarzasz sobie w głowie z wyraźną regularnością. Ważne, ponieważ ludzie mający z Tobą kontakt, natychmiast to zidentyfikują i uznają za Twój charakter. To, co mówisz sam do siebie, określa to, kim jesteś, jakim się stajesz i jakie osiągasz rezultaty. Zastanów się więc i oceń:

  • Z której pozycji najczęściej kontaktujesz się ze sobą – czy jest to częściej Oddany Przyjaciel, Ambiwalentny Rodzic, Bezradne Dziecko czy Dumny Rywal?
  • Czy sam dla siebie jesteś wspierający, czy może nieustannie krytykujesz się i podcinasz sobie skrzydła?
  • Nagradzasz się i świętujesz swoje sukcesy czy bezustannie oceniasz niedociągnięcia?
  • Czy możesz na siebie liczyć w trudnych momentach życiowych i zawodowych, dając sobie wówczas pełne wsparcie czy jesteś wówczas dla siebie najbardziej surowym sędzią?
  • Zwracasz się do siebie grzecznie i uprzejmie, arogancko a może używasz języka wulgarnego?

Zanim zaczniesz oczekiwać, że inni będą zwracać się do Ciebie z należytym szacunkiem, zacznij od odrobienia lekcji podstawowej. Zwracaj się uprzejmie, z należytym szacunkiem sam do siebie, tak jak chcesz, aby inni się do Ciebie zwracali i jak Ty zwracasz się do swoich ważnych partnerów. To jest warunek Twojej integralności i spójności oraz podstawa skutecznej komunikacji. Nawet nie wiesz, jak znaczącą zmianę w Twoich relacjach z innymi może to przynieść.

Ćwiczenie.

Przez najbliższych 7 dni przyglądaj się i przysłuchuj uważnie swojemu dialogowi wewnętrznemu. Zapisuj na kartce wszystkie nieuprzejme, niegrzeczne lub okrutne rzeczy, które sam sobie zadedykujesz. Usuń je ze swojej listy dialogowej raz na zawsze wraz historią z dzisiejszej ilustracji, którą sobie powtarzasz w głowie, redukując szanse na własny sukces.

 

Udostępnij:
Share on Facebook81Share on LinkedIn25Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Kinga Kabaja

    Dziękuję za ten wpis:).

  • Ciekawy wpis. W zasadzie nigdy się nasd tym nie zastanawiałem pod tym kątem. O ile dialogi w głowie prowadzę cały czas o tyle nie sądziłem że ich styl może mieć wpływ na moje zachowanie.
    Na szczęście nie rugam się zbyt często w myślach i na siebie nie klnę :-). Z ciekawości spróbuję to nieco zmienić, może teraz zamiast kończyć dialog wewnętrxny stwierdzeniem „no to do roboty” powiem sobie „drogi Michale, czas zabrać się do twórczej pracy”.

    Zobaczymy po tygodniu, dam znać jakie zmiany dostrzegam u siebiue zewnętrznie.

    • Michał, przetestuj też, jakie zmiany wywoła komunikat „Michale, czas odpocząć i nagrodzić się za dotychczasowy wysiłek. Tyle zrobiłeś. Tyle wykreowałeś. Przyszedł czas nagrody”:) Do Ciebie piszę, ale mówię chyba do siebie:)

      • O dzięki że to napisałaś, praktycznie w ogóle do siebie tego nie mówię :). Zapisane do pamięci.

    • ok jestem po tygodniu ćwiczeń i mogę powiedzieć już z całą pewnością że taka zmiana daje naprawdę potężnego, pozytywnego, psychicznego kopa.
      Zmiana podejścia do mojego drugiego Ja pozwoliła mi dostrzec to jak fajne rzeczy robię, jakim wartościowym dla innych ludzi człowiekiem jestem. I za to Bardzo Ci dziękuję, trzymam się tej linii komunikacji wewnętrznej już na stałe 🙂

      Co ciekawe, nagradzanie siebie w myślach za te mikrosukcesy jakie codziennie mam, i na pewno każdy z nas ma, pozwoliło mi podnieść, w przeciągu tygodnia, o jeden stopień własną samoocenę. Co jeszcze bardziej ciekawe, nie poszło to w kierunku, którego się obawiałem, kierunku obrastania w pióra, na co faceci są szczególnie narażeni.

      Inaczej mówiąc, dzięki temu wzrósł mój szacunek do samego siebie, i w następstwie wzrósł także mój szacunek do wszystkich otaczających mnie osób.

  • Zabrakło mi tu trochę Joanny 🙂 Ale jak PMBA, to PMBA!

    Przeszedłem długą drogę do szacunku. Spalałem się w szanowaniu innych, a ciągle zapominałem o szacunku do siebie. Nie wiedziałem, dlaczego tak niewielu mnie rozumie, tak niewielu ceni. Doszedłem do tego, o czym dziś mowa w PMBA. Stawanie się swoim przyjacielem to przecież wspaniała przygoda! Lubienie się i miłość do siebie to skuteczne rozwiązanie wielu sprzeczności skłócających nasze wnętrza. Często ta miłość do siebie jest mylona z samouwielbieniem.No bo jak to tak?! Lubisz siebie, to jesteś przecież narcyzem, szanujesz swoje poglądy, to przecież od razu oznacza, że nic nie dasz sobie powiedzieć.

    Komunikacja jest kluczem do naszych i obcych wnętrz. Najpierw jednak każdy musi zacząć od siebie, czyli skomunikować się ze sobą, a to bywa najtrudniejsze. Przynajmniej na początku 🙂

    Jak się już zacznie… nie można przestać 🙂

    • Muszkieterze, dziękuję za ważny komentarz:) I za uwagę, że warto pamiętać, aby samego siebie nie zagadać na śmierć. Bo wtedy, kiedy rozmawiamy tylko ze sobą, nie rozmawiamy z innymi:)

    • Franz Ol

      Podoba mi się „spalanie się w szanowaniu innych” Co do narcyzmu są dwie odmiany pozytywna i negatywna. Pozytywna przynosi wiele korzyści. Negatywna idzie w parze z makiawelizmem i socjopatią (Ponura Trójca – Inteligencja Społeczna Cialdini). Jak zawsze wspieram optymalne kodowanie, pomiędzy ogniem a wodą (spalaniem i topieniem) 😉

  • Jarosław Kmit

    Jeśli chodzi o dyskusję pomiędzy „ja krytycznym” i „ja uczącym się” to staram się, żeby wygrywał ten uczący się. Jednak, żeby do tego dojść musiałem to przepracować w sobie i wzmacniać taką postawę. To ile w nas jest wewnętrznego krytyka, a ile wewnętrznego ucznia zależy od otoczenia w
    którym byliśmy i jesteśmy. Jeśli jesteśmy w środowisku, które jest otwarte na nowe umiejętności, na rozwój osobisty jednostki to jest nam dużo łatwiej zaryzykować pokonać swoje słabości, albo poznać zupełnie coś nowego. Obserwując swoje dzieci przy nauce chodzenia, widziałem ile razy upadali na pupę, albo przewracali się po kilku kroczkach – jednak to im nie przeszkadzało w dalszych próbach nauki. Widzieli, że ich rodzice chodzą, więc instynkt podpowiadał im, że też im się to uda. Z tego też czerpię siłę do nauki nowych rzeczy – porównuję to do nauki chodzenia moich dzieci, daję sobie czas na upadki i doskonalenie, obserwując postępy cieszę się z nich i dzielę się nimi z najbliższymi. Bardzo ważne jest mieć się z kim cieszyć swoimi postępami, z kimś kto będzie doceniał nasz trud, że chcemy coś zmieniać w sowim życiu, że chcemy się rozwijać. Myślę, że zachowując taką „radość dziecka” łatwiej jest pokonywać samego siebie.

    Zgadzam się, Joasiu, z Twoim stwierdzeniem, że to jak ze sobą rozmawiamy przenika nas i stajemy się tym kimś.

    • Jarek, a ode mnie „brylancik” za uczenie się od dzieci i ważną myśl, że ważne, aby mieć sie z kim cieszyć swoimi postępami. Duuuużo radości dziecka życzę Tobie, sobie i pozostałym:)

  • Edyta

    Joasiu, świetny tekst, kolejne podziękowania. Mój dialog wewnętrzny brzmi tak: „dasz radę, zrób jeszcze, pranie, napisz maila, posprzątaj, przecież wychodzisz dopiero za 5 minut, to masa czasu, a ten jest rozciągliwy, więc na pewno zdążysz….” Efekty są czasami koszmarne – gonię w piętkę, żeby ogarnąć wszytko, co sobie wrzuciłam, jestem zmęczona i zła. Potem postanawiam, że już nie będę taka wielozadaniowa. Ale ciągle nie udało mi się skutecznie pozwolić sobie na NIE zrobienie jakiejś ekstra czynności….

    • Edyta, witaj w klubie „Przecież dasz radę jeszcze więcej!”. Zgłaszam się go „grupy wsparcia”:)

      • Edyta

        ooo, taka mądra grupa wsparcia, to marzenie:) załóżmy może kontr-klub „nie dam rady więcej, bo muszę mieć czas na kawę z przyjaciółką”:) serdeczności dla Pięknej Pani!

  • 🙂

  • Moje drugie JA, z którym najczęściej rozmawiam to oddany i wspierający przyjaciel. Ma świetnie pomysły i potrafi poprawić humor, często pokazuje najlepsze wyjście z kryzysowych sytuacji. Cóż z tego, skoro ja w rzeczywistości rzadko się go słucham. Czasami wolałbym zamienić się z moim JA rolami, niech przyjdzie tutaj i „pozamiata”, zamiast doradzać 😉 Jest na to sposób?

    • Michał, to ciekawe, czego potrzebujesz, żeby tego przyjaciela potraktować odpowiednio poważnie, jak na to zasługuje? Poza tym, może jak mu oddasz „miotłę” to „pozamiata” lepiej niż Ty zazwyczaj:)