Nieprzypadkowi

Wróciłam wczoraj po tygodniowej nieobecności z podróży do jednego z moich klientów. Zmęczona, co oczywiste, po intensywnym wysiłku, z dużym poczuciem frajdy. Jak zwykle. Wpadłam w ramiona stęsknionych Parzydełek, przebrałam się, usiadłam z lampką wina i zamyśliłam głęboko. To wszystko się dzieje nieprzypadkowo.

nieprzypadkowo

Zaczęłam się zastanawiać i przyjrzałam sobie i swojemu otoczeniu z perspektywy 360 stopni.

Najbliżsi.

Nieprzypadkowo kroczę przez życie u boku największego przyjaciela, mentora, mojego fundamentu, adoratora i rycerza. I on nie jest osobą przypadkową, przez siedem lat przed małżeństwem testowany i poddawany wszelakim próbom „ognia i wody”. Nasza dzisiejsza miłość i więź nie są dziełem przypadku, ale wytrwałej, czasem niełatwej pracy i dbałości o najważniejszą relację życia. Ciepłe relacje z Mamą też są nieprzypadkowe. To, że się kochamy, jest oczywiste, ale kiedy byłam młodsza, narażałyśmy nasze relacje na ciężkie próby. Ich dzisiejsza jakość jest wynikiem naszej czułej dbałości z pozycji nie tylko oczywistej miłości, ale szacunku dla wartości tej drugiej. Chłopcy, i to, jacy są mądrzy, silni, błyskotliwi, świadomi i dobrzy, nie jest dziełem przypadku, ale słuchania, obserwowania, rozmów o wartościach, ich unikalnych talentach, wzajemnych oczekiwaniach i zasadach, które dla nas są bezdyskusyjne. O genach po championach (jak mawia Kacha), nie wspomnę:)

Przyjaciele.

Bardzo nieprzypadkowe, wąskie grono z Hanią na czele, na które mogę liczyć bez względu na upływ czasu, budowane cierpliwie, czasem okupione „żałobą” związaną z odkryciem, że jakiś „ocean” ma rozmiar „kałuży”, z ogromną uważnością i ostrożnością w używaniu słowa „przyjaźń”.

Klienci.

W ciągu dwóch lat pracy doradcy i eksperta doświadczyłam wyłącznie poczucia satysfakcji na koniec każdego projektu. Rozmawiając wczoraj z zarządem firmy, którym towarzyszę od dwóch lat, czułam dumę obserwując ich rozwój i śmiałe globalne marzenia, które z determinacją i skutecznie realizują budując organizację wokół wybranych wartości, gdzie jedną z tych wartości jest zadowolony klient otrzymujący najwyższą wartość. Można? Można. A potem siedziałam z prezesem, któremu oczy płoną, gdy opowiada o swojej wizji, ale który jest równie skupiony, kiedy opowiada o swojej rodzinie, i myślałam o tym, ile nas łączy i jak bardzo jesteśmy do siebie podobni.

Bo moi klienci są także nieprzypadkowi. Mogę mieć z nimi szczególną relację typu profesjonalna bliskość i pełne zaufanie, ponieważ ich lubię. Wszystkich. Wybieram i selekcjonuję tak, by mieć niemal pewność co do spełnienia poniższego profilu.

Profil klienta/ partnera premium

  • podzielamy te same wartości
  • cechują nas podobne postawy m.in. szanujemy siebie i innych
  • cenimy różnorodność
  • nie posiadamy jedynych słusznych prawd, słuchając z ciekawością prawd innych
  • dbamy o ważne relacje
  • jesteśmy ogromnie ambitni
  • mamy śmiałe marzenia i determinację do ich wcielania w życie
  • myślimy długofalowo
  • żyjemy w przekonaniu, że świat jest życzliwy
  • nie akceptujemy bylejakości
  • wierzymy we własne możliwości i rozwijanie potencjału innych
  • dotrzymujemy obietnic
  • dbamy o klientów jak o skarb, zawsze oferujemy im najwyższą jakość i wartość dodaną
  • jesteśmy ogromnie wymagający wobec siebie i innych oferując im ambitne wyzwania, cele i rozwój
  • cenimy jakość życia i otwartą komunikację
  • oferujemy lojalność oczekując jej bezwzględnie
  • dbamy o partnerów
  • mamy mocne ego (a tym samym dystans do siebie), twarde tyłki związane z doświadczeniem życiowym i zawodowym
  • jesteśmy odważni

i

  • mamy w sobie całe oceany wolności, której strzeżemy kategorycznie przed takimi, którzy chcieliby ją ograniczać.

Każdy z moich klientów ma taki profil. Wczoraj zdałam sobie sprawę, skąd się bierze ta regularna satysfakcja obu stron płynąca ze współpracy. Praca i życie z ludźmi, których się lubi, ceni także za podobieństwo w ważnych sferach, szanuje za lojalność i okazywany szacunek, to czysta przyjemność. Równocześnie, każda ze stron wie, że nie będzie łatwo, ponieważ rozwijamy się ustawiając sobie wysoko poprzeczkę, a otwarta komunikacja oparta na zaufaniu oraz wierze w profesjonalizm i dobrą intencję sprawia, że formułujemy wprost najtrudniejsze i niewygodne pytania, jeśli mogą prowadzić nas prosto do celu.

Dobra życiowa rekrutacja to nie dzieło przypadku. To efekt uświadomienia sobie, czego potrzebujemy i skuteczne tego poszukiwanie oraz podejmowanie decyzji w oparciu o przemyślane założenia. Jasne, że czasem można się pomylić, ale rozwijamy się tylko w chwilach trudności, które w związku z tym są niezbędne, aby się uczyć.

 Klienci wewnętrzni.

Taką samą długoterminową satysfakcję zafundujesz sobie, jeśli w równie nieprzypadkowy, przemyślany, uważny sposób skompletujesz „załogę partnerów” w życiu lub biznesie, komunikując im uczciwie swoje zasady, potrzeby, oczekiwania i ofertę z własnej strony. Ten sam efekt osiągniesz budując, jako prezes lub założyciel firmy, własny zarząd lub grupę kadry menedżerskiej. Pure przyjemność i satysfakcja gwarantowana.

„Nie. Dziękuję.”

Jasne. Jest w tym procesie nieprzypadkowego doboru ludzi, którzy Cię otaczają, co najmniej jedno wielkie wyzwanie: musisz nauczyć się mówić grzeczne „Nie. Dziękuję.” tym wszystkim, którzy nie mają żadnego potencjału i kompletnie odmienny profil, zasady, wartości i oczekiwania. Tylko w ten sposób możesz powiedzieć odpowiedzialnie, że nie oczekujesz cudów i projektujesz nieprzypadkowe efekty swoich działań. Pisząc ten tekst sama przypomniałam sobie partnerów, którym powiedziałam „Nie. Dziękuję. Nie widzę powodu”.

Drugie wyzwanie polega na tym, że nie wszystkim możesz podziękować, bo z niektórymi przychodzi  żyć i pracować bez względu na to czy Ci pasują, czy nie. Trzecie wyzwanie, w tym przypadku, polega na tym, abyś w wyniku pracy i kontaktów z takimi mającymi inaczej, nie wprowadzał modyfikacji swojego „profilu”, nie zmieniał wcześniejszych słusznych założeń, przekonań na temat ludzi i świata i nie naginał swoich wartości.

Partnerzy.

Ten sam profil pokazuje, jacy ludzie będą się do nas garnąć. Kiedy zrobię przegląd moich ulubionych partnerów zawodowych, biznesowych, Czytelników bloga, dobrych znajomych, blogerów na Blog Forum Gdańsk, którzy natychmiast zareagowali ciepło i z zaciekawieniem na mnie i oferowaną wiedzę, to są osoby, które w powyższym wykazie znajdą większość rzeczy sobie bliskich.

Co z tego wynika?

Przepis na sukces na nieprzypadkową satysfakcję z życia.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że na początku irytowało go moje nieustanne widoczne poczucie satysfakcji, a potem zaczął tego szukać sam w sobie i dla siebie. Ta satysfakcja nie płynie z mojego przekonania, jaka jestem znakomita, choć wiąże się z przekonaniem, że daję z siebie w życiu maksymalnie dużo. Nie jest też wynikiem tego, że wiodę lekkie życie, bo życie nie jest lekkie i proste. Jest natomiast powiązana z tym, że rzeczy, na które mam wpływ, nie są w moim życiu przez przypadek. Wynikają z moich strategii, decyzji i świadomych, czasem trudnych, wyborów, które skutkują satysfakcją z życia, relacji i pracy.

Przepis na satysfakcję z relacji:

  1. Przemyśl, co jest dla Ciebie ważne w relacjach z ludźmi.
  2. Zrób wykaz tego wszystkiego (na wzór mojego profilu „premium”).
  3. Podejmując decyzje dotyczące ludzi, zastanawiaj się, czy lubisz osobę, z którą masz pracować i od razu ustal, dlaczego jej nie lubisz, jeśli tak Ci mówi intuicja.
  4. Weryfikuj uważnie, obserwując i dopytując, na ile osoba spełnia Twoje oczekiwania.
  5. Sprawdzaj wartości partnera – na ile to, co jest ważne dla Ciebie, pokrywa się z tym, co jest ważne dla niego. Pamiętaj, raczej nie masz szans na zmianę cudzych wartości. Nie łudź się, że ktoś, kto nie szanuje innych lub nie rozumie, czym jest etyka i lojalność, nagle się zmieni. NIE zmieni się i nie masz na to żadnego wpływu!

Jeśli irytuje Cię pomysł, aby zarządzać swoim życiem i brać odpowiedzialność za minimalizowanie w nim przypadków, możesz od razu powiedzieć mnie i mojemu blogowi uprzejme:”Nie. Dziękuję”.

Jeśli zaś należysz do ludzi, którzy uśmiechnęli się czytając profil „premium” i pomyśleli „Qrcze, przecież to o mnie!” – zapraszam do mojego „stada” i sieci ważnych dla mnie relacji:)

Udostępnij:
Share on Facebook58Share on LinkedIn40Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Marek Hyla

    Asiu – dzięki za ten tekst. Był mi potrzebny – właśnie teraz…
    To prawdziwe szczęście („szczęście” nie w rozumieniu przypadkowości, która za tym stoi, ale wartości, która za tym idzie) otaczać się ludźmi o cechach, które wymieniasz. Myślę, że znalezienie w kimś wszystkich tych cech łatwe nie jest. Czasami trzeba iść na małe, a czasami na większe kompromisy w mówieniu „Nie. Dziękuję”. Ale, jak to w życiu – czarno-biały świat nie istnieje…

    • Marek, to prawda, bo życie to sztuka mądrych kompromisów i szukania własnej palety barw między czernią a bielą:) Pozdrawiam serdecznie, J.

  • em

    Joanno, to nie mógł być przypadek, że trafiłam na Twojego bloga – bardzo go potrzebowałam. Każdy Twój wpis jest ważny i zmusza do przemyśleń, bo przecież piszesz o mnie (oczywiście;) i dla mnie (też oczywiście;) – po prostu jesteś moja;) – niesamowite, że przez internet można stworzyć „swoje” stado! Uśmiechy ślę!

  • Bardzo mi to bliskie:) świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość:) wydaje mi się, że większość moich ( naszych, chociaż wolę tu mówić o sobie i za siebie), błędów i problemów to efekt chodzenia po omacku. Nawiązując do wcześniejszego postu o rozwoju, takiej jazdy jak z kawału: z pustą taczką, bo jesteśmy tak zarobieni, że nie ma kiedy załadować;) Wiadomo, że szukać to też błądzić, ale im więcej świadomości tym mniej błądzenia:) Dzięki za te refleksje, czytam z wielką przyjemnością.

  • Karina Michalska

    „Drugie wyzwanie polega na tym, że nie wszystkim możesz podziękować, bo z
    niektórymi przychodzi żyć i pracować bez względu na to czy Ci pasują,
    czy nie.” …piszę doktorat i przeraża mnie, że duża częśc kadry uczelnianej to nie są marki premium, które dają od siebie to, co najlepsze. Szkoda. Ale przychodzi mi się do nich trochę dostosować, bo nie mam wyjścia, a doktorat pozwoli na rozwój w zupełnie innej skali…