Tani Armani, czyli Mistrz za 50 złotych.

Dziś będzie o wartości marki. Do wyboru tematu zainspirowała mnie klientka, która przyszła płakać „nad rozlanym mlekiem”. Znana aktorka, jedna z moich ulubionych, namówiona przez znajomych wystawiła ofertę szkolenia na portalu szkoleniowym.

Koszt udziału: 50 PLN od osoby.

Znalazłszy się nagle w towarzystwie szkoleń dla sprzedawców, księgowych, kadrowców i BHPowców poczuła gwałtowny niepokój – i tak się spotkałyśmy.

Moje pierwsze pytanie brzmiało: -Po co?

-Czy, rzeczywiście, na tyle wycenia Pani swoją, budowaną przez lata, znakomitą reputację?

Czy to jest spójne i wiarygodne? Reputacja zbudowana na zaufaniu wymaga przewidywalności i dotrzymywania obietnic. Pani była dotychczas obietnicą najwyższej jakości, mistrzostwa w swoim zawodzie. A dziś, co? Ma być nagle „tanio”?

Tani Armani

Tani Armani?

Na pierwszy rzut oka widać, że to może być tylko second hand.

Kogo chce Pani mieć na sali szkoleniowej pozycjonując tak swoją ofertę?

Każda decyzja związana z ofertą powinna wynikać z:

  • przemyślanej koncepcji marki i ze strategii jej komunikacji
  • refleksji, kim są docelowi klienci i odbiorcy
  • analizy, jak pozycjonuje się swój produkt, w tym przypadku, szkolenie.

Właśnie, szkolenie? Czy Pani jest trenerem, żeby szkolić?  Czy będąc mistrzynią w zawodzie aktorskim jest też Pani mistrzem w szkoleniu ludzi dorosłych?

A jeśli okaże się Pani fatalnym szkoleniowcem – czy warto rozmieniać swoją dotychczasową reputację na drobne?

A jeśli okaże się Pani znakomitym trenerem – czy cena 50 złotych jest tego wiarygodną obietnicą?

Może oferuje Pani udział w elitarnym, prestiżowym warsztacie, spotkaniu z Mistrzem, wykładzie…?

Reputację budujemy latami w oparciu o zaufanie i dotrzymywanie obietnic.

Obietnica mistrzostwa i prestiżu kłóci się z podejrzanie niską ceną.

Strategia marki, podobnie jak strategia na życie, powinna być przemyślana i spójna.

Czy tani Armani to oferta dla Pani dotychczasowych odbiorców? Czy to bywalcy ekskluzywnego butiku, czy lumpeksu? Oferta dla wszystkich czy dla wybranych?

A Ty? Czy masz przemyślaną koncepcję własnej marki na tyle, żeby komunikować się spójnie i wiarygodnie z ważnymi klientami i odbiorcami? Czego jesteś obietnicą dla ważnych partnerów i skąd wiesz, ile oni są gotowi za to zapłacić? W jakich sytuacjach zdarzyło Ci się „utknąć” podobnie jak bohaterce mojej dzisiejszej opowieści? Ile razy zaakceptowałeś za niską wycenę Twojej osoby, Twoich kompetencji i oferowanych korzyści tylko dlatego, że zabrakło Ci przemyślanej strategii?

Udostępnij:
Share on Facebook0Share on LinkedIn26Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Marek Hyla

    Lepiej być mistrzem za zero złotych, niż za 50 złotych. Lepiej dać coś za darmo, niż sprzedać za zbyt niską cenę…

    Zadałbym jeszcze jedno pytanie – czy kiedykolwiek zapłaciłeś za to, aby mieć szansę mówić do ludzi? To, niestety, nagminne oczekiwanie organizatorów różnych konferencji. Jeśli jest to warunkiem – zawsze odmawiam…

    • Marku, zgadzam się z Tobą w pełni. A co drugiego wątku, to zbieram się, żeby napisać o tym szerzej. Organizatorzy różnych konferencji mają tak niskie zrozumienie dla wartości kapitału intelektualnego, tworzą tyle sytuacji, które mają znamiona nadużyć czy kradzieży, że włosy stają na głowie. To szersze temat edukacji prawnej w zakresie ochrony nie tylko kapitału marki czy reputacji osobistej, ale właśnie własności intelektualnej. Miło Cię tu widzieć:)

      • Marek Hyla

        Kwestie prawne oraz „kapitałowe” traktuję w tej dziedzinie raczej intuicyjnie (nie znam się na tym…). Płacenie jednak za podzielenie się z ludźmi doświadczeniami czy wiedzą (czyli de facto nauczenie ich czegoś…) w pewnym sensie uwłacza nie tylko osobie, które to robi, ale także logice… Spędziłem już wiele godzin wisząc na telefonie, by wytłumaczyć to organizatorom konferencji. W kilku przypadkach udało mi się ich przekonać… 🙂 W wielu jednak sytuacjach nic to nie dało…

        Warto chyba zrobić wokół tego zagadnienia trochę szumu. Bo to jest antybiznesowe z każdej perspektywy (no – oprócz perspektywy organizatora, oczywiście). Jak ktoś płaci za wystąpienie, to z reguły sprzedaje (produkt, rozwiązanie, a nie ideę) – w końcu jak zapłacił to może… A ludzie siedzący na sali czasem nawet nie mają tego świadomości…

        Postaram się częściej wpadać… 🙂