6 kotwic, ale czy dobry port?

Postanowiłam rozwinąć temat kotwiczenia i przywiązywania się, który rozpoczęłam prywatnym wątkiem na Fejsbuku. Temat za mną chodzi, najwyraźniej domagając się pogłębienia. Proszę bardzo. Czy jesteś świadom, w jakich portach zarzuciłeś kotwicę? Czy to są miejsca, w których czujesz się dobrze i bezpiecznie oraz masz perspektywę dobrego życia?

ancore yourself

Przywiązałeś się

Właśnie. Rozmawiamy dziś o ludziach, rzeczach i miejscach, do których się przywiązałeś na własne życzenie.

Bliscy ludzie

Wspomniany wpis na Fejsie dotyczył możliwego opuszczenia domu przez moje starsze dziecko. Przychodzi czas, że dorastające dziecko, idąc za głosem swoich marzeń, buduje własny żaglowiec, stawia żagle i obiera za cel port poza granicami kraju ojczystego. Warto się dobrze mentalne przygotować na ten moment, który jest trudny dla rodzica. Dziś spotkałam przypadkiem Iwonę, kolejną kobietę korporacji z duszą szamanki, która podczas rozmowy o naszych dzieciach pięknie powiedziała, że w takich momentach, w sercu robi się nam gorąco z dumy i miłości, ale wzdłuż kręgosłupa czujemy ciarki i zimno. Tak się teraz czuję.

Wniosek #1. Bywa, że ludziom, których bardzo kochamy, powinniśmy stworzyć przestrzeń do odejścia i wolność do realizacji swoich pasji z daleka od rodzinnego portu.

Innym przypadkiem może być osoba z grona bliskich, która trzyma Cię na krótkiej linie cumowniczej, oczekując, że będziesz żył zgodnie z jej, a nie własnym pomysłem na życie, realizując jej plany i jej marzenia w miejsce własnych.

Wniosek #2. Istnieją zdrowe i niezdrowe odmiany miłości. Od miłości zakaźnej, której toksyny wnikają w krew i umysł czyniąc Cię zakładnikiem jakiejś relacji, staraj się trzymać na zdrowy dystans, bo nigdzie nie jest powiedziane, że jest coś dobrego w byciu wykorzystywanym, choćby przez rodzinę. Zaimpregnuj burty i pokład, wzmocnij maszty, zakotwicz z daleka, przypływaj na ląd szybką i zwrotną szalupą i zawsze miej pod ręką koło ratunkowe (choćby telefon do prawdziwego przyjaciela). Właśnie…

Przyjaciele

Zdarza się czasem mylić przyjaźń ze wspólnymi zainteresowaniami, także zawodowymi, poczuciem wspólnoty związanym z podobnymi doświadczeniami i przeżyciami, z ważnym celem, który się wspólnie realizuje lub wieloma miesiącami spędzonymi razem nad jakimś projektem. Przyjaźń to uważność i oddanie w czasie, połączone z potrzebą poznawania, akceptowania i bezinteresownego wspierania drugiej osoby, która jest ważna w naszym życiu. Taka mi wyszła definicja, kiedy pomyślałam o mojej Hanusi:)

Wniosek #3. Warto przywiązywać się do takich osób, dla których przyjaźń z nami jest równie ważna, jak dla nas przyjaźń z nimi – czyli, w tym przypadku, niezwykle ostrożnie i mądrze szukać oceanów a nie kałuż.

Ludzie w pracy

W pracy możemy przywiązać się do profesjonalnego, skutecznego, sprawiedliwego i wartościowego szefa, ponieważ z taką osobą możemy przemierzyć kawał drogi zawodowej w tej lub kolejnej firmie. Można przywiązać się do dobrego kolegi, który zawsze daje wsparcie, mając równocześnie w pamięci, że praca rzecz nabyta i może się zmienić.

Omijaj i nie rzucaj kotwicy w portach, gdzie panuje morowe powietrze i można spodziewać się kłopotów związanych z uzależnieniem się od:

  • człowieka traktującego Cię bez szacunku, permanentnie krytykującego (także nie wprost) Twoje działania
  • toksycznego szefa żądającego poświęceń ponad możliwości, manipulatora wykorzystującego ludzi dla swoich partykularnych korzyści
  • kolegi, który nieustannie Ci donosi, co na Twój temat mówią wszyscy (zawsze przynosi złe wieści)
  • koleżanki, która codziennie wpada do Ciebie na 15 minut poplotkować o innych – po pierwsze, kradnie czas Twojej pracy, a po drugie, plotkowanie nie jest profesjonalną komunikacją i nie świadczy o nadmiernym przywiązaniu do potrzeby budowania relacji czy jakości tych relacji. Skąd wiesz, co będzie mówić, kiedy wyjdziesz z pokoju?
  • pracownika, który wdzięcznie nawija Ci makaron na uszy mówiąc wyłącznie to, co chciałbyś usłyszeć, a nie to, jak jest w rzeczywistości (bardzo niebezpieczne uzależnienie)

Wniosek #4. Zastanów się, czy wszyscy, do których przywiązałeś się w pracy to osoby, z którymi czujesz, że żyjesz, a nie umierasz od poniedziałku do piątku. Sprawdź, na ile w kontaktach z nimi odczuwasz przyjemność z życia i pracy, na ile czujesz, że się rozwijasz i że praca, którą wykonujesz, ma sens. Na ile z tej relacji płynie do Ciebie przekaz, że jesteś wartościowym człowiekiem. Jeśli tak nie jest, przycumuj z założenia tymczasowo, obserwuj bacznie, szukaj przyjemności w okolicznych tawernach, a nade wszystko poznaj dobrze mapę okolicznych portów, w których w przyszłości będziesz chciał zakotwiczyć na dłużej.

Miejsca

Lubimy te miejsca, w których czujemy się jak u siebie i w których jest bezpiecznie. To naturalne. W dzisiejszych czasach ważna jest jednak gotowość do podjęcia podróży, czasem nawet w nieznane. Globalny świat stał się dostępny na wyciągnięcie ręki, nie warto ograniczać możliwości przywiązaniem do miejsca. Cóż z tego, że dziś mieszkasz tu. Jutro możesz się przenieść tam, podróżować zawodowo lub prywatnie, odwiedzać swoje dzieci, które wyjadą edukować się lub żyć gdzie indziej. Może kiedyś zakotwiczysz na stałe na nowym lądzie.

Wniosek #5. Warto rozwijać w sobie ciekawość innych miejsc i gotowość wypływania na nieznane wody, trzeba tylko się wyposażyć w dobrą łódź, mapy, kompas, znajomość gwiazd i załogę statku, na której można polegać. Kiedy myślę o mojej rodzinie, to kochamy nasze mieszkanie, prywatny dobry port, ale odkąd pamiętam, adaptowaliśmy na tymczasowy dom każde miejsce, w którym się razem pojawiliśmy. Drugiego dnia pobytu w nowym miejscu czuliśmy się jak u siebie. Jesteśmy jak rodzina nomadów, a to daje nam wolność do wyboru miejsc, w których czujemy się szczęśliwi oraz wolność do poznawania świata.

Myśli i przyzwyczajenia

Bywa, że myślimy sobie, że nie mamy żadnej opcji. Musimy pracować tu, gdzie mamy pracę i daj boże, dobre stanowisko, żeby żyć, ale co to za życie, otoczeni ludźmi, których uważamy za głupków lub obcych. Przestajemy marzyć, bo to bzdura, kiedy trzeba się skupić na przeżyciu do wieczora, kiedy się chwilę odetchnie, żeby rano ruszyć w kurcgalop. Kto nam to robi? Sami sobie robimy.

Wniosek #6. Przejrzyj swoje najczęstsze myśli i przekonania dotyczące tego, czego nie lubisz, a uważasz, że nie masz na to wpływu. Gdybyś usiadł ze mną, w 5 minut okaże się, że na większość z tych rzeczy, poza chorobą i śmiercią, masz wpływ. Zrób listę 5 myśli i przekonań, które zapiszesz na kartce a następnie utopisz w zlewie jako kotwice zarzucane w plątaninie wodorostów, które mogą uszkodzić śrubę Twojego okrętu.

Rzeczy

Daj. Daj. Daj. – krzyczały mewy w filmie Gdzie jest Nemo. Dawny dylemat „Mieć czy Być” dawno został rozstrzygnięty na korzyść Mieć. Kolejne wersje telefonów, laptopów, telewizorów, samochodów, nowsze modele, ciuchy z sezonowych kolekcji. Ba! Kot, pies, myszka, królik pod choinkę, bo mają koledzy Twoich dzieci. Bo inni to mają. No i co z tego wynika? Sama to przećwiczyłam, kiedy cieszyłam się dostając w korporacji jako jedna z pierwszych najnowszy model telefonu niczym nie różniący się od poprzednika, poza prestiżem posiadania i bycia w grupie trendsetterów. Z perspektywy czasu śmiać mi się chce z siebie samej. Ani to ekologiczne, ani potrzebne, ani nie wpływa w żaden sposób na wartość człowieka. Uzależnia, bez dwóch zdań.

Wniosek #7Marka osobista to nie marka Twoich butów czy laptopa. Masz wybór, możesz oczywiście uzależnić się od posiadania i kupowania kolejnych przedmiotów, a potem zamieniania ich na nowe modele. Możesz zakotwiczyć na stałe na portalach aukcyjnych i w ulubionych sklepach online mając za mapy newslettery zapowiadające kolejne nowości produktowe. Ciekawe, ile musisz mieć przedmiotów w swoim posiadaniu, żeby poczuć, że żyjesz wartościowym życiem.

To tyle na dziś.

Nie wiem, czy znalazłeś w powyższym coś inspirującego. Jeśli tak, chętnie dowiem się, co konkretnie.

Udostępnij:
Share on Facebook132Share on LinkedIn51Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Pięknie napisane.
    W moim odczuciu pokazałaś tu 6 filarów szczęśliwego życia. Posiadanie jednego z nich już daje komfort bycia szczęśliwym, odnalezienie 6-ciu kotwic to stan mistrzowskiego życia.

    Bywa też że czasem zgubimy lub zapomnimy o jednej z nich. Warto co jakiś czas robić ich przegląd, weryfikując jednocześnie czy te kotwice które mamy są rzeczywiście tymi, których chcemy czy tymi które po pewnym czasie okazuja swoją własną wątłą naturę.
    Czas, jest tu kluczowy dla weryfikacji przydatności kotwic. Chyba najgorzej, czas obchodzi się z „rzeczami” bezwzględnie pokazując ich nieważność w naszym życiu.

    …I tu mi się taka refleksja nasunęła. Prawdziwą wartość wymienionych wyżej kotwic można dostrzec dopiero po jakimś czasie, dlatego tak ważna jest wiedza i doświadczenie osób, które już swoje przeżyły. Z drugiej strony, osoby takie mają tendencję do trzymania się sprawdzonych kotwic mają tendencję do stagnacji i trzymania się tego co sprawdzone, pewne.
    Młodzi zaś, nie mając jeszcze przeprowadzonej na sobie samym „weryfikacji czasu” mają tendencję do pędzenia naprzód bez zastanowienia i bez zbudowania odpowiedniego zaplecza bezpiecznych przystani.
    Dlatego, myślę, tak istotna jest współpraca jednych i drugich przy wzajemnym zrozumieniu. Ci pierwsi nie powinni mówić „młodyś to i głupi…” ci drudzy „staryś to i nic nie rozumiesz…”. Zrozumienie i poszanowanie różnic między pokoleniami pozwala rozwijać każde przedsięwzięcie w sposób mądry i zrównoważony…

    Dobra kończę bo mi się dygresja na oddzielny temat zaczyna robić 🙂

    • Michał, zacznę od Twojej dygresji na koniec – może byś popełnił jakiś kolejny tekst:) Ciekawy komentarz: relacja starszy i młodszy na jednej łajbie:) I bardzo mi bliska myśl, że czas najlepiej weryfikuje przydatność. Dziękuję:)

  • Marek Hyla

    A ja właśnie kilka miesięcy temu straciłem jedną z kotwic, gdy moja najstarsza córka wyprowadziła się z domu. I dopiero teraz rozumiem moich Rodziców, którzy zawsze cieszą się z każdej naszej wizyty… Ale mimo braku czuję, że stało się coś dobrego; że jest na właściwej drodze.

    • Marek, to jak mój pisklak wyfrunie z rodzinnego gniazda, poproszę Cię o mentoring w tej sprawie:)

      • Marek Hyla

        OK… 🙂 Na razie sam czuje się zagubiony w tej kwestii…

  • Jarosław Kmit

    Ja pozwolę sobie przewrotnie napisać, 6 portów, ale cuma czy
    kotwica? Każdy z nas, pływając po swoim życiu, czasem chce lub musi zawitać do
    jakiegoś portu. W zależności od sytuacji albo kotwiczy, albo tylko cumuje.
    Czasem początkowe cumowanie, zamieniamy na kotwicę by na dłużej zostać w danym
    porcie, ale to wszystko powinno dziać się świadomie – przecież to my jesteśmy
    kapitanem naszej łajby zwanej życiem. Pozdrawiam serdecznie.

  • Karina Michalska

    Od czasu liceum (obce miasto, internat) i studiów (wynajęte mieszkanie z ogłoszenia w obcym mieście) co kilka lat mam tak, że chciałabym rzucić wszystko, wylądować w jakimś obcym mieście/wsi i zacząć znów od zera. Poznawać ludzi, ulice, ulubione sklepy i pani z targowisk. Nie wiem, czy wszyscy tak mają. Ale to chyba ten brak strachu, że człowiek sobie poradzi, że się uda. Że od zera, ale znów pięknie, z wiara w życie, w ludzką życzliwość. Rzeczywistość jednak wymaga regularnego spłacania kredytu na mieszkanie. Może za kilka lat… 🙂