Autentyczność, która boli

Często mnie pytacie, czy w internecie i mediach społecznych mamy mówić o sobie wszystko i być w pełni sobą, komunikując otwarcie całe życie. To pytania na tyle ważne, że zasługują na tekst. Autentyczny bowiem nie oznacza nagi. Nie znaczy też Jakiegoś mnie Boże stworzył, takiego mnie masz

1 humorr sloma z butów

Zacznę od przykładu, który dobrze obrazuje kwestię, której się dziś przyglądamy. Jest jedna posłanka na Sejm Rzeczpospolitej, która dba o to, aby być na ustach całej Polski. Bynajmniej nie dlatego, że jej ambicją jest być przykładem wysokiej kultury, profesjonalnej komunikacji czy szacunku dla ludzi.

Wydaje się być całkowicie autentyczną w tym jak się zachowuje. Ja w to wierzę. Jest transparentna w byciu sobą. Trudno jednak o niej powiedzieć, że jest marką premium. Owszem, jest rozpoznawalną osobą, mającą wielu wiernych sympatyków i przeciwników, tyle że jej oferta wartości daleka jest od wysokiej półki i butiku dla wymagającej klienteli. Zakładam, że to przemyślana strategia, której właścicielka jest wierna, będąc źródłem dumy dla sympatyków i bólu dla tych, którzy są poza gronem jej fanów.

źródło: damyipanowie.blogspot.com

Ile autentyczności?

Nas jednak marki „bazarowe przekupki” nie interesują. Wróćmy więc do pytania, na ile być autentycznym, zabierając głos w przestrzeni publicznej. Odpowiem uczciwie – na tyle, na ile to wspiera Twoje cele i Twoją strategię.

W przypadku budowania marki premium trzeba:

  • skupić się potrzebach dobrze zdefiniowanych odbiorców
  • zastanowić się, co w związku z tym chcesz im komunikować, dostarczać online, o czym informować
  • określić, o czym zdecydowanie nie masz informować, bo tego od Ciebie nie oczekują i nie potrzebują.

Nie ufaj Fejsbukowi

To co widzisz na swojej stronie (news feed) jest efektem najpierw (nie) świadomej selekcji użytkowników, a potem samego Pana Fejsbuka, który bardzo precyzyjnie ustala, co chce Ci pokazać. Jest to wybiórcze – to jakbyś oglądał cały świat przez dziurkę od klucza stojąc 10 metrów od samych drzwi.

Moim celem, na przykład, jest być dla ludzi źródłem dobrej energii, entuzjazmu, inspiracji życiowej i zawodowej. Dobrych emocji. Nie pisuję więc na Facebooku o swoich zmartwieniach, chorobach, dramatach, problemach i frustracjach, którymi los mnie obdarza jak wszystkich śmiertelników. Nie piszę o tym, bo to może obchodzić bliskich i najbliższych przyjaciół, którzy wiedzą o tym bez internetów. Pozostałych może to nie interesować – to moja prywatna sfera życia, prywatność cenię wysoko, a zaproszenie do niej w postaci #KochamCieZycie jest efektem przemyślanej decyzji, że wartościowe grono internetowych pobratymców doceni zaproszenie do kawałeczka prywatnego życia.

Lepsze i gorsze praktyki

Nie zamierzam konfudować w internecie ludzi, którzy sympatyzują ze mną jako czytelnicy, studenci, uczestnicy warsztatów, klienci, koledzy ze szkół wszelkich lub partnerzy zawodowi, obnażaniem moich prywatnych spraw, na które ludzie z kręgu dalszych znajomych nie mają przecież wpływu. Na prywatnym fejsbukowym koncie wystarczyło, że zaprezentowałam poglądy polityczne i kilka relacji z dalszymi znajomymi popsuło się skutecznie. Dlatego już wkrótce zrobię wiosenne porządki w kontaktach, a znajomych z dalszych kręgów zaproszę na oficjalną stronę, żeby nie naruszać ich wartości odmiennymi poglądami. Zresztą, tak czy inaczej – zapraszam wszystkich sympatyzujących do polubienia strony publicznej.

Internet to nie gabinet terapeutyczny

Mam wrażenie, że część blogosfery i mediów społecznych wygląda jak wielki gabinet terapeutyczny albo szpital psychiatryczny. Ktoś w tej hałaśliwej i nieprzewidywalnej masie ludzkiej powinien działać zgodnie z profesjonalnymi i przyzwoitymi zasadami komunikacji. Ktoś taki świeci szlachetnie, budując markę premium właśnie dzięki dobremu wyróżnieniu się z grona spamujących agresją, niską jakością wypowiedzi i szacunku, chamstwem, buractwem, wywlekaniem prywatnych brudów, plotkowaniem, krytykowaniem, szydzeniem itepe.

memy.pl

memy.pl

Bądź więc sobą, ale nie bądź „Paździochem”.

Wrrróć:) Możesz oczywiście być „paździochem” lub „bazarową przekupą”, tylko nie aspiruj wówczas do bycia dla innych autorytetem, zrezygnuj z brania wynagrodzenia za bycie szefem, profesjonalistą czy ekspertem, do zabierania głosu w przestrzeni profesjonalnej i zawodowej, no chyba że to bazar. Tak, wtedy idź na bazar i nie rób bazaru tam, gdzie dla innych jest bazylika.

Na koniec – ćwiczenie

Zastanów się i zapisz na kartce odpowiedzi na poniższe pytania:

  1. Czym chcesz obdarzać internetowych znajomych – z jakimi emocjami mają Cię kojarzyć?
  2. Z jakimi tematami chcesz być utożsamiany, zabierając głos na blogu lub portalach społecznościowych?
  3. Co konkretnie wyróżni Twój sposób komunikacji z hałaśliwego i byle jakiego świata internetowej komunikacji.

Do dzieła! A ja czekam na wnioski i rekomendacje z wykonanego ćwiczenia oraz Twoje komentarze do dzisiejszego tekstu.

 

 

  • annaostapowicz

    Myślę, że słusznie poruszony wątek. Jednak grono bliskich ludzi, to nie całe zaplecze facebooka. Bardzo dziękuję, serdecznie pozdrawiam Panią Jonnę 🙂

  • Weronika Dz

    Dla mnie to jest pytanie o to czy chcę docierać do szerokiego grona z byle czym czy do węższego z czymś sensownym. Wybieram drugą opcję i próbuje tym samym stworzyć coś sensownego. Raz że podpisuję się pod tym własnym nazwiskiem, a nie lubię firmować niskiej jakości, a dwa że to znacznie większy fun i wyzwanie 🙂