#Premium MBA (2)

Cel: Poznaj siebie.

Kompetencja: Bądź sobą.

Zapraszam do drugiej (2/40) części naszego cyklu „Premium MBA z zarządzania sobą”, dziś poświęconej byciu sobą. Już słyszę ciężkie westchnienie czytającego: „O matko, znowu nie będzie łatwo!”. Co to znaczy „być sobą” w dzisiejszym świecie kreacji, awatarów, korpoludzi, celebrytów i pseudopolityków gotowych rozbierać się do naga lub publicznie obrzucać wyzwiskami byle tylko stać się newsem, choćby portali plotkarskich.

I am who I am_your approval is not needed
„Jestem kim jestem. Twoje pozwolenie nie jest mi do tego potrzebne”.

Co to znaczy „być sobą” w dobie bezwzględnej rywalizacji o pozycję, prestiż i zainteresowanie anonimowego tłumu, kiedy wszystko zachęca do mierzenia sukcesu krótkoterminowym zyskiem, w czasach rządów kłamstwa i chamstwa, kiedy poczucie honoru i obciachu zeszło do podziemia, a lojalność i przyzwoitość jest uzależniana od zewnętrznych okoliczności.

– Być sobą? – Tu trzeba być kreatywnym, krzykliwym, sprytnym, szybkim w działaniu, biegłym w podchodach, efektywnym i efektownym mistrzem wybijania się z tłumu i budowania wizerunku, powiesz. No, jak trzeba to trzeba. Pytanie, kto każe i po co.

Sławny, znany czy wartościowy

Świat wypełniają szeregi krzykliwych, efektownych i efektywnych, choć to wcale nie decyduje o ich sukcesie i poczuciu szczęśliwości. Nie mogą ani na chwilę odpocząć, stracić czujności, zejść z pola startowego, opuścić pola walki, ponieważ ich miejsce zajmie natychmiast kolejny, lepszy, cwańszy, stjuningowany model gwiazdy telewizyjnej, menedżera, specjalisty czy wizerunkowego kuglarza. Przekrzykują się w tłumie walczących o chwilowy poklask, lajki i żebrolajki. Kilka dni temu obejrzałam z ciekawością show strategista od personal  brandingu nawołującego: „Jesteś produktem, opakuj się dobrze, bo będą Cię kupować w ciągu pierwszych 30 sekund na podstawie opakowania!” Był produktem, bez dwóch zdań – z półką oryginałów premium miał niewiele wspólnego. Oczywiście, każdemu wedle potrzeb, jedni będą konkurować wartościowym wnętrzem, inni atrakcyjnym opakowaniem – warto tylko pamiętać, że moda na rodzaj opakowania szybko się zmienia, a też i samo „opakowanie” w przypadku człowieka jest mocno nieodporne na upływ czasu… Ja „kupuję” człowieka na podstawie wiarygodności, spójności i spełnionych obietnic, czyli interesuje mnie, ile w tym oryginału, a ile opakowania przysłaniającego imitację człowieka wolnego, spełnionego, spójnego, znającego swoją prawdziwą wartość, która broni się bez sprzedażowych sztuczek. Przekonuje mnie zakres wolności osobistej, która bije z oczu człowieka oraz opowiadana przez niego historia – jeśli bowiem stale opowiada cudze historie lub formułuje zdania na tematy, których nie przeżył i nie doświadczył, mój nos mówi „Uważaj, Joasiu, trzymaj go z daleka, co najmniej na odległość parasola”. I to dotyczy każdego „mistrza” kreowania siebie na kogoś, kim nie jest. Znacznie bliższy mi jest Jack Nicholson z jego „Jestem kim jestem. Twoje pozwolenie nie jest mi do tego potrzebne”. Zawsze miałam większą słabość do inteligentnych i uroczych chuliganów niż do eleganckich i wystudiowanych fircyków:)

Mistrz kreacji vs mistrz bycia sobą

Prawda jest taka, że bycie sobą nie wymaga specjalnej kreacji. Wymaga, owszem, refleksyjności, świadomości, dbałości i mądrych wyborów, ale nie kreowania się i koncentrowania swojej całej uwagi na monitorowaniu otoczenia, własnego wyglądu i kwestii wizerunkowych. Nie polega na wymyślaniu, kogo poudawać, kiedy się nie drapać w nos, kiedy rzucać dowcipem, kiedy opowiadać historię, a kiedy komuś patrzeć w oczy. Wartościowy człowiek patrzy na ludzi i buduje relacje z innymi bazując na naturalnym zainteresowaniu, szacunku i skupieniu się na drugiej osobie, a nie na wywieranym wrażeniu. Nie koncentruje całej uwagi na kreowaniu siebie na kogoś innego, korygowaniu siebie i nieustannej kontroli swoich zachowań. Długoterminowe kreowanie siebie na kogoś innego to ogromny wysiłek związany z wymyśleniem i pamiętaniem, co się wymyśliło, żeby choć przez chwilę wydać się wiarygodnym. Paradoksalnie, im bardziej się kreujesz, tym szybciej otoczenie wyczuje w Tobie podróbkę, Twój brak mocy do bycia sobą, brak samoakceptacji i niską samoocenę. Jednym słowem, słabość. Przecież to jasne, że skoro sam zaniżasz własną wartość ( i nie mówimy tu o braku skromności  i pokory – do tego jeszcze wrócimy w odpowiednim czasie) nie powinieneś oczekiwać podbijania własnej ceny i oceny przez otoczenie.

Jesteś wolny czy zniewolony obawą, co ludzie…?

Wrzask i pokrzykiwanie związane z dzisiejszymi „kreacjami” i „maskami” w relacjach codziennych i mediach społecznych, są reakcją świadczącą o strachu lub potrzebie zwrócenia na siebie uwagi. Ludzie kreujący się na kogoś innego wydają się zniewoleni  przejmującym strachem przed tym, co będzie, kiedy „cesarz pokaże się nagi”, ewentualnie kiedy spektakl się skończy lub znudzona gawiedź odda swoje lajki nowemu bohaterowi tłumu. Zastanów się więc, co to znaczy „być sobą” w Twoim przypadku.

2_Bądź sobą

Co już wiesz na swój temat?

Bycie sobą wymaga poznania siebie i uporządkowania tego, czego dowiedziałeś się dotychczas na swój temat, m.in.:

  1. Kim jesteś?
  2. W czym jesteś szczególnie dobry? Co umiesz robić najlepiej, przy minimalnym wysiłku i z dużą przyjemnością?
  3. Jakie kompetencje udało Ci się dotychczas rozwinąć (wiedza, umiejętności i postawy)?  Które z nich mogą ci szczególnie pomóc zrealizować Twoje plany?
  4. Co Cię pasjonuje w życiu? Co Ci daje prawdziwą satysfakcję?
  5. Jakie są Twoje atuty doceniane przez innych?
  6. Jakie są Twoje braki i słabe strony?
  7. Jakie sukcesy osiągnąłeś dotychczas?
  8. W jakich dziedzinach osiągnąłeś już dużą, co najmniej ekspercką biegłość?
  9. Jakie są Twoje złe nawyki? Które z przyzwyczajeń osłabiają Twoją wydajność?
  10. Które z przyzwyczajeń wpływają pozytywnie, a które negatywnie na jakość Twoich relacji z innymi?
  11. Czego się boisz najbardziej w życiu? Czy ten lęk ci pomaga, czy raczej przeszkadza?
  12. Lubisz robić rzeczy najlepiej jak potrafisz czy raczej najszybciej jak się da?
  13. Chcesz osiągnąć rzeczy wielkie czy będziesz szczęśliwy mając spokojne, poukładane życie?
  14. Jakie są najważniejsze zasady, którymi kierujesz się w życiu?

Jeśli znasz odpowiedzi na powyższe 14 pytań, jesteś w gronie ludzi, którzy zadali sobie trud, żeby choć trochę poznać siebie. Znakomita większość dorosłych, o czym przekonałam się podczas spotkań rekrutacyjnych, biznesowych i warsztatów, nie umie na nie odpowiedzieć – co najwyżej zgaduje lub kreuje i zmyśla w miarę bieżących potrzeb.

Ćwiczenie.

Przypomnij sobie taki czas lub zdarzenie z Twojego życia, kiedy nie ściemniałeś, nie grałeś kogoś innego, nie wkładałeś energii w udawanie, byłeś po prostu autentycznie sobą, ze swoimi naturalnymi cechami, zachowaniami, nawykami, sposobem myślenia, postawą, mocnymi i słabymi stronami. Dokończ, jak najkrócej, zdanie: Kiedy jestem autentycznie sobą, jestem jak ……………… (1-4 słów)

Napisz charakterystykę „Ja autentyczny” i wymień w niej wszystkie swoje cechy, które przyjdą Ci do głowy. Następnie zaznacz pięć, które spośród tych wypisanych lubisz w sobie najbardziej oraz 5 takich, które najbardziej podobają się w Tobie ludziom dla Ciebie ważnym.

Na koniec, podziel się pomysłami ćwiczeń, metod i działań, które pomagają szukać odpowiedzi na pytanie „kim jestem”. Co Tobie w tym pomaga?

 

Udostępnij:
Share on Facebook90Share on LinkedIn51Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone
  • Jarosław Kmit

    Ja zaproponuje takie ćwiczenie jak „określenie własnej misji życiowej”. W czasie tego ćwiczenia próbujemy określić naszą filozofię życiową. Im bardziej jesteśmy świadomi tego, kim jesteśmy, tym łatwiej jest nam sobie poradzić z tym ćwiczeniem.

    Pytanie, które też pozwala siebie poznawać to: „Jaki jesteś, gdy jesteś najlepszym sobą?”.

  • O tym, kim jestem mówią nie ludzie, a fakty. To, co zrobiłem lub czego zaniechałem definiuje mnie i określa. Dlatego ludzie, którzy nie są na tyle odważni i boją się stracić swoje poczucie komfortu, by wyjść poza siebie, aby tak właściwie siebie odnaleźć – trwają w tej całej maskaradzie i po jakimś dla każdego innym czasie – nienawidzą Frankensteina, którego stworzyli w sobie. Sami sobie się nie podobają, więc jak mają się lubić, szanować, kochać, głaskać? Oczywiście im bardziej udają kogoś innego, tym bardziej ich wewnętrzny człowiek lub to, co z niego zostało – jest sfrustrowany, co prowadzi do tożsamościowej katastrofy i piekielnie bolącej samotności.

    Jak ja sprawdzam to, kim jestem? Staram się podejmować wyzwania, które są ponad moje siły na pierwszy rzut oka, by je później okiełznać, a tak naprawdę sprawdzić, gdzie są moje granice. Nowe zadania dużo mówią mi o mnie samym, bo dopiero w sytuacji niepewności jutra wychodzi, kim naprawdę jestem dla siebie i dla innych.

    Dlatego, aby dowiedzieć się kim jestem, polecam ćwiczyć podejmując trudne tematy, trudne zadania, trudne relacje, aby w nich właśnie uczyć się o sobie, w nich wzrastać, w nich dowiadywać się o swoich słabościach, by móc z nimi sobie dać radę.

    • Muszkieterze, brylant za pomysł, żeby jakość naszego prawdziwego człowieczeństwa sprawdzać w trudnych sytuacjach. Bo inaczej na to patrząc, może właśnie po to ktoś życzliwy nam je oferuje, abyśmy potem cieszyli się z naszego naturalnego wewnętrznego piękna zamiast uciekać wzrokiem od wewnętrznego Frakensteina:)

  • Marek Hyla

    Jak coś kupujesz (ubranie, samochód, wycieczkę zagraniczną, telefon komórkowy, telewizor, itp.) zastanów się, czemu akurat wybierasz ten model… Czy na pewno go potrzebujesz? Czy stary model nie jest wystarczająco dobry? Czy dokonujesz zakupu z powodu mody, czy też realnej potrzeby? Na ile wpływa na Twoje decyzje opinia innych (nie o produkcie, który kupujesz, ale o Tobie jako ewentualnym właścicielu/użytkowniku takiego produktu), a na ile rzeczywiste wartości, jakie ten produkt niesie)?
    To był pomysł na ćwiczenie intelektualne, a teraz refleksja…
    Od dziecka jestesmy uczenia „nie-bycia-sobą”. Ciekaw jestem jak wiele/wielu z Was ma konfort totalnego bycia sobą w relacji małżeńskiej/partnerskiej? Bycie w relacji (dziecko-rodzic, mąż-żona, przełożony-podwładny, etc.) sprawia, że sytuacyjnie musimy wyzbywać się bycia sobą. Nie dlatego, że nie mamy w sobie siły/gotowości/determinacji by sobą być, tylko dlatego, że kontekst tego wymaga. Że chwilowe sobą nie-bycie przybliża nas do jakiegoś pożądanego i dobrego/właściwego celu (bycia postrzeganym jako dobre dziecko, bycia postrzeganym jako odpowiedzialny mąż, etc.). Jeśli będąc sobą nie potrafię sprostać wymaganiom to chcę chodzić w masce „odpowiedzialnego męża”; chcę zakładać maskę „dobrego syna”. Nie uważam, by było w tym coś złego… Jestem gotów „sprzedawać” („sprzedawać”, a nie „sprzedać”, bo to działania sytuacyjne) swoje bycie sobą w zamian za „dobre maski”.
    Jak przeczytałem to co napisałem powyżej to zacząłem zastanawiać się jak to możliwe, że „spójność” („integrity”) jest jedną z moich najmocniejszych cech… Hmmm – widocznie jestem w tym spójny. Albo… sam nie wiem. Nie jestem psychologiem i ludzie są dla mnie największą zagadką…

    • Marek, przyznam, że mnie trochę rozłożyłeś tą analizą, bo jest bardzo ciekawa, ale jednocześnie mocno gorzka, bo wypływają z niej nieciekawe wnioski. Niemniej są prawdziwe, a to znaczy, że dobre.

      Najbardziej zakłuło mnie „jeśli będąc sobą nie potrafię sprostać wymaganiom”… bo tak naprawdę jeśli Ty jesteś sobą i nie spełniasz wymagań, to nie z Tobą jest coś nie tak, a z wymaganiami 🙂 Wymagania względem drugiego człowieka możemy mieć w sytuacji, gdy znamy jego możliwości, a co za tym idzie – pozwalamy mu w nich być sobą właśnie 🙂 Trudno wymagać od nieuzdolnionego muzycznie, aby śpiewał jak Pavarotti. Trudno wymagać od alkoholika, aby był odpowiedzialnym rodzicem, skoro nie potrafi być odpowiedzialny za swój nałóg. Trudno wymagać od kogoś miłości, jeśli on nie żywi tego uczucia względem nas.

      Człowiek całe życie się zmienia, jeśli sam tego chce. Nikt swoimi wymaganiami nie jest w stanie go do tego zmusić. Być sobą to być odpowiedzialnym za siebie, a nie czyjeś oczekiwania.

      • Tak, jesteśmy odpowiedzialni za siebie, a nie za czyjeś oczekiwania:)

        • Marek Hyla

          Ależ tak… Chciałem jednak pokazać, że w wielu sytuacjach (życiowych, zawodowych) nie jesteśmy sobą (wychodzimy ze strefy naszego komfortu). Zmusza nas do tego sytuacja, kontekst, trener, etc. Gdybyśmy założyli, że jesteśmy sobą zawsze nie mielibyśmy sposobności, by dowiedzieć się czegoś o sobie więcej. Zasmakować ryzyka bycia nie-sobą. Być może odnalezienia się (zobaczenia, że to jednak jest „moje”, że jestem w tej sytuacji „sobą”) w nowej roli…
          Dam przykład – na samej górze Katarzyna pisze o tremie w wystąpieniach publicznych. Nim zacząłem występować uważałem, że ten świat jest absolutnie poza mną (oczekiwano/wymagano jednak od mnie tego, bym pojawiał się w świetle reflektorów). Po kilku takich próbach doszedłem do wniosku, że przed audytorium jestem właśnie sobą (co ciekawe – im większe, tym bardziej sobą przed nim jestem). To mój świat. Mogłem odpuścić po pierwszej mówiąc, że przed audytorium nie jestem sobą. Mogłem odpuścić po drugiej lub trzeciej. Ale cieszę się z tego, że mój (wtedy) szef wywarł na mnie odpowiednią presję. Nie zmienił mnie – tylko zmienił moje przekonania o sobie.
          Dam inny przykład – moja koleżanka trzy lata temu udowadniała mi, że nie ma w sobie nic z handlowca. Że to nie jej świat, że nie umie, że nie chce, że się boi, etc. Dziś jest jedną z wybijających się osób w tej roli. … i lubi to! Potrzebowała jakieś 6-12 miesięcy bycia w roli, która nie jest jej (założenia maski, przecierpienia) by dziś mieć z tego ogromną satysfakcję oraz wytyczoną ścieżkę zawodową na najbliższe lata.
          Uważam, że rolą odpowiedzialnego rodzica, menedżera, małżonka jest umiejętne stawiamnie wymagań wykraczających poza strefę komfortu – a więc takich, które „testują” bycie sobą drugiej osoby. Uważam też, że często bycie nie sobą (w jakiejś roli, w jakimś kontekście, etc.) traktujemy jako wymówkę bardziej niż jako zweryfikowaną empirycznie na sobie barierę. Tak nam jest wygodniej, łatwiej. W tym sensie zgadzam się też z Edytą (idea „garniturka” do mnie przemawia).

    • Marek, „brylant” za nazwanie, że jesteśmy uczeni do „nie-bycia-sobą” i za dylematy, które to generuje. Jako rodzice i małżonkowie, mamy wybór. Zawsze możemy zadać sobie pytanie, czy kochać i akceptować nas będą za wieloletnią kreację, czy za uczciwe przyznanie i pokazanie, że nie jesteśmy perfekcyjni, mamy słabości, dylematy, z którymi zmierzamy się każdego dnia:) Czego uczymy bliskich, chowając się za maskami, a czego rezygnując z nich:)

  • Aleksandra Kieszek

    Asiu. Swietny artykul… Co mi pomaga?
    Muzyka. Fortepian. Spiew. Moje dzieci kiedy klotnia przypominaja mi ze gdzies sie zapedzilam. Moj najlepszy Przyjaciel ktory na codzien zartem pytaniem czy trudnym tematem pozwala zatrzymac sie i zadac sobie pare pytan. Ludzie z ktorymi codziennie przebywam. Moj zespol. Ich radosc kiedy cos budujemy… Zauwazam pewna prawidlowosc kiedy nie probujemy sie „sprzedawac”, „promowac”, etc.to spotykamy ludzi ktorzy chca po prostu z nami byc. Dla nas… I takie relacje i prywatne i zawodowe sa najbardziej wartosciowe…
    Czasem wystarczy sie na moment zatrzymac…

  • Jo

    Kiedy
    jestem autentycznie sobą, jestem jak ocean, wielka (potencjałem) i spokojna
    (duchem).

    Ja autentyczna mam dużo energii, która objawia się ciepłem i światłem, jakimi chętnie obdarowuję innych. Ja autentyczna mam dużo zainteresowań, którym staram się poświęcać czas w miarę
    proporcjonalnie. Jestem otwarta na innych, chętna do współpracy.

    Inni lubią moja energie, bo chętnie się dziele i zarażam nią. Lubią mój zapal i zaangażowanie.

    Na mnie bardzo duże wyrażenie wywarł wpis pod tytułem „Jak ty to robisz, ja chce to samo” Joanny
    M-P. Tak. Zrobiłam sobie remanent. Dziękuję.

    Generalnie potrzebuje czytać, a gdy czuje ze się zapętlam i zaczynam kręcić się w kolko
    przychodzi mi na pomoc psychologia- chętnie po nią sięgam. Gdy czuje, ze
    nadchodzi czas na nowy cel życiowy lub zawodowy z pomocą przychodzi mi sztuka,
    zanurzam się w nią i mam pomysł na ankietę lub sposób kontrolowania danego
    procesu. Lubię się ruszać, gimnastykować lub tańczyć – to mi pomaga zachować poziom
    energii. Inspiruje mnie otoczenie. Kocham przyrodę. I ludzi. Potrzebuje autorytetów,
    tak z pewnością, ale równie bardzo potrzebuje ludzi, na różnych etapach ich życia.
    Ale co jest mi absolutnie niezbędne do bycia autentyczna? Miłość i przyjaźń.

  • Kiedy jestem autentycznie sobą, jestem jak prymityw, jaskiniowiec reagujący na świat w sposób instynktowny i zgodny z własnymi odczuciami. Jak chce mi się jeść, jem. Jak mnie coś śmieszy, śmieję się głośno, bo tak lubię. Jak mnie coś zaciekawi, dociekam. Jak mnie coś wkurzy to i zakląć mogę.
    Kiedy jestem autentycznie sobą… jestem szczęśliwy.

    http://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201307/1374653471_gpszev_600.jpg

  • Edyta

    Joanno, świetny tekst, zmusza do myślenia – znów przez tydzień będę go wałkować:)

    Zgadzam się, że SAMO-ustalenie kim JA jestem, jest kluczowe do osiągnięcia spokoju i szczęścia. Inaczej życie będzie udawaniem, co jest prostą drogą do frustracji i depresji.

    Wiedząc kim jestem, dopuszczam zakładanie pewnych masek, które będą pomagać w realizacji konkretnych zadań. To taki ochronny „garniturek”, który stworzyłam sobie w trakcie edukacji i potem pracy. Wiem, jakie są oczekiwania, dostosowuję się do części z nich, część świadomie ignoruję. W tym wszystkim kluczowe jest, by ten „garnitur” był szyty na MOJĄ miarę. Ale trzeba mieć przestrzeń, w której ten pancerz się zdejmuje. Dla mnie nie to dom, rodzina. Ale też intensywny taniec i joga – wtedy inny garniturek spada, nie mówiąc już o sytuacjach łazienkowych – naga ja, jaka inna od tej ubranej.

    Dobrego tygodnia!

    • Edyta, bardzo dziękuję. To prawda, każdy ma jakiś „garniturek” – brylancik za pomysł, aby był szyty na miarę i regularnie zdejmowany:) Mój Oleś, kiedy był maleńki powiedział mi kiedyś „Wiesz, Mamusiu, jak ubierasz się do pracy to wyglądasz jak piękna róża z kolcami. Ale jak rano wstajesz z łóżeczka, to jesteś taka śliczna jak rumianek. I ja wolę, kiedy jesteś jak rumianek.”. Miłego tygodnia:)

  • Jarosław Kmit

    Zastanawiam się, czy to nie stres powoduje, że stajemy się inni niż jesteśmy w naszej rzeczywistości. Jesteśmy wtedy bardziej spięci, mniej wyrozumiali – bardziej nastawieni na konfrontację. Ten stres może wynikać z różnych rzeczy, z braku akceptacji, zbyt wysokich wymagań w pracy, z braku czasu i zaczynamy się wtedy przełączać na tryb zadaniowy zapominając o ludziach. Dla mnie takim ostrzeżeniem, że coś jest nie tak jest brak czasu na zabawę z dziećmi. A są to chwile, które cenię najbardziej. Jak to dostrzegam to wiem, że nie jestem sobą – tylko staję zapracowanym tatą.

  • Kinga Kabaja

    Kim jestem? To krótkie pytanie wydaje się bardzo łatwe. Odpowiedzii proste. Wystarczy przecież powiedzieć: kobietą, matką, żoną, pracownikiem, przedstawicielem jakiejś profesji, etc. Co jednak tak naprawdę kryje się pod tymi określeniami? Kim jest człowiek, który wszedł w te role? Czy realizując te role jestem to ja? Czy tylko próbuję się zbliżyć do wzoru/ ideału jaki został mi narzucony przez otoczenie ( bo taki obecnie obowiązuje standard i w ten sposób osiągęe większe korzyści)? A może to ja sobie sama stworzyłam ten wzór do, którego dążę (poniewąż wydaje mi się,że tak jest najlepiej/najperfecyjniej …;) lub to z łatwością i bez wysiłku mi wychodzi i dobrze sie z tym czuje jako autentyczna ja…;) ?

    W jaki sposób dowiedziec sie kim jestem tak na prawdę? Moim zdaniem skuteczną metodą jest metoda obserwacji własnych zachowań, emocji myśli jakie pojawiają się w różnych sytuacjach życiowych. Zarówno tych, które już znamy, jak i tych nowych.
    Warto również obserwować reakcje innych ludzi na moje zachowanie. Ta metoda to takie lusterko. Ja i moje zachowania odbijają się w drugim czowieku. Jeżeli reakcja drugiej strony jest tą, którą ja chchciałabymy zobaczyć, akceptuje ją…. to wszystko jest ok. Jeśli sama krzywię się na widok tego co dzieje sie z drugim człowiekiem na wskutek interacji między nami… to mam sygnał, że należy nad czymś popracować…Wcześniej należy sobie jednak zadać pytanie, co jest przyczyną zachowania drugiej strony? Czy np tą negatywna reakcje wywołał wypowiadany pogląd, z którym druga strona mam prawo się nie zgodzić i zareagować… róźnie…;), Czy sposób w jaki i to wypowiedziałam, ton głosu, mowa ciała itp). wpłynął negatywnie na jej reakcję.

    • Kinga, „brylancik” za człowieka jako lusterko. Od siebie tylko dodam, aby skrupulatnie wybierać, w czyich oczach się przeglądamy.

  • Zgadzam się z przedmówcami, że są sytuacje, że trzeba założyć ten „garniturek”, byle by był zdejmowalny oraz to, że nasze bycie „sobą” najlepiej sprawdza się w sytuacjach trudnych, które nas przerastają.

    Prawdziwie sobą mogę być jednak wtedy, gdy jestem szczęśliwa z samego „bycia”. Jestem wtedy swobodna i nieograniczona żadnymi wizjami siebie. I nie twierdzę, że to szczęście musi być widać, bo to nie zwykłe zadowolenie, które znika, gdy przychodzą nerwy, gorszy dzień czy ciepienie. To stan, w którym tu i teraz chcę być sobą o wiele bardziej niż być kimś innym.

    Co mi pomaga wracać do tego stanu?
    1) Oddech. Uważność. Świadomość. Znalezienie siebie w bieżącej chwili, szczery uśmiech do samej siebie (zamiast bezcelowego szukania akceptacji w cudzych oczach).
    2) Kawa. Ten moment pozbierania rozrzuconych myśli i przypomnienie sobie, że nie mogę nic innego prócz „Rozpoczynania tam, gdzie jestem. Wykorzystania tego, co mam. Zrobienia tego, co mogę”. Tu nie ma miejsca na udawanie, że jestem, gdzie indziej i mam więcej, niż myślę.
    3) Medytacja, modlitwa. 15 min. z rana w towarzystwie Kogoś, kto zna mnie lepiej i akceptuje bardziej niż ja sama, to idealny moment, gdy nie trzeba i nie chce się niczego udawać. Dodaje niezachwianej pewności siebie w każdej sytuacji, poczucia, że nic i nikomu nie muszę udowadniać. Pozwala przestać skupiać się na sobie, bo ze mną przecież wszystko w porządku. Jestem sobą. Mogę myśleć o innych.
    4) Sytuacje które rozśmieszają mnie niemal do łez, prowokują tzw. „śmiech z brzucha”, którego nie da się symulować. W mig człowiek staje się sobą, zrzuca wszelkie garniturki i cieszy się, że jest tu gdzie jest, i tym, kim jest.

    • Ania, fajne, że przy kawie nie ma miejsca na udawanie, że jestem gdzie indziej:) Pozdrawiam serdecznie:)

  • Wioleta Kiełbicka

    W byciu sobą pomaga mi wewnętrzne uporządkowanie, spokój, dobrze pojmowana pokora, sumienie, które jest swoistym GPS-em na życie. Dbam o chwile sam na sam ze sobą. Jest wiele
    sytuacji w ciągu dnia, gdy mogę choć kilka minut poświęcić na refleksję.

    Według mnie łatwiej stawać się przejrzystą kartą, niż karykaturą siebie. Byłoby mi niewygodnie i duszno. I czasem nabawiam się zadyszki, gdy ktoś nieudolnie próbuje „wbić mnie” w swój kwadracik myślenia, w swoją wizję mnie. Wtedy wewnętrzny alarm się uaktywnia i najczęściej otwarcie, odważnie przedstawiam swoje stanowisko i je bronię. I szczerze: w większości przypadków taka postawa spotyka się z dużym szacunkiem drugiej strony, nawet, jeśli nasze poglądy, czy wartości znacznie się różnią.

    Obserwując ludzi, dostrzegam paradoks: człowiek bierze udział w licznych szkoleniach, konferencjach, by wpasować się w model, który narzuca np. korporacja, a później często już prywatnie korzysta z pomocy specjalistów (psycholog/psychiatra), by odp. na pytanie: „kim właściwie jestem?”. Najpierw zatracenie siebie, by później móc odnaleźć siebie. Nie piętnuję tego. Niektórym taka kolej spraw pomaga.

    Ale czy to dla mnie?
    Zdecydowanie nie. Oczywiście trudniej być dla innych od razu przejrzystym, bo jesteś jak otwarta przestrzeń, na której wszystko widać, ale okopy kosztują dużo czasu i energii. A ja preferuję troszczyć się o klarowną przestrzeń: najpierw odgruzowywać, wyrywać chwasty, starać się sadzić piękne kwiaty, pielęgnować je. I robić to regularnie i wytrwale. I mam świadomość, że taki wybór to nie fajerwerki, a wszystko, co wartościowe kosztuje…

    • Wioleto, ile ważnych kwestii poruszyłaś. „Brylancik” za metaforę sumienia jako GPS. Bardzo dobre. Zwrócenie uwagi na paradoks, zainwestuj w zatracanie siebie, energię i wpasuj się w modele, żeby potem szukać siebie, inwestując w wizyty u psychologa, bardzo trafne. Dziękuję:)

  • Zrobiłem ćwiczenia dziś (nie wyrabiam, ale wiem, że każdy kolejny krok nie może być wykonany bez poprzedniego) i jedyne, co przychodzi mi do głowy, to napisać: bardzo dziękuję, że jesteś Joanno.

  • Pingback: Jesteś marką – ciekawy blog | Magda Stawska HR()

  • Pingback: Kompetencja: bądź sobą | Klucz do sukcesu()